sobota, 28 grudnia 2013

Calciobar na Facebooku

















Przypominam, że blog ten jest tak naprawdę zarezerwowany jedynie dla dłuższych wpisów, stąd rzadsza aktualizacja :)

Zachęcam gorąco do "podlajkowania" profilu Calciobar na Facebooku


Tam zdecydowanie więcej wpisów, komentarzy i dyskusji.

Forza Calcio.

wtorek, 3 grudnia 2013

O co gra Lazio?


Post użytkownika Calciobar.

niedziela, 1 grudnia 2013

"Nigdy nie wrócę do Polski". Kibic Lazio o polskim areszcie
















Dzisiejsze Corriere Dello Sport publikuje wywiad z 21-letnim kibicem Lazio, Andreą Ottavi. Ktoś może powiedzieć "typowe tłumaczenia kibola". Ale jako, że opowieść ta mocno pokrywa się z innymi relacjami fanów Lazio, zamieszczonymi w innych włoskich mediach, a także z opowieściami polskich laziali, również zatrzymanych na 48 godzin, postanowiłem ją tu wrzucić.


Kiedy przyleciałeś do Warszawy?

W czwartek, w porze obiadowej. Byłem z czterema przyjaciółmi, od razu zrozumieliśmy, że atmosfera jest napięta.

Dlaczego?

Wynajęliśmy apartament w centrum miasta. Kosztuje mniej. Gdy tylko tam przybyliśmy, zobaczyliśmy dwóch kibiców Legii przy bramie. Patrzyli na nas i nas wołali. Ustawili się pod budynkiem. Zanim wyszliśmy z mieszkania, przeczekaliśmy pół godziny. Około 14:30 zdecydowaliśmy się udać w kierunku Hard Rock Cafe (miejsce zbiórki kibiców Lazio - przypisek MZ). Nie chcieliśmy zostać sami, nie czuliśmy się pewnie. Wiedzieliśmy, że 17 kibiców Lazio, którzy przyjechali w środę, mieli duże problemy

Co było dalej?

Około 16 wyruszyliśmy w stronę stadionu, było nas około 200. Wszyscy wiedzieli, że spotykamy się w Hard Rock by potem udać się na stadion. Nie znaliśmy drogi, policja zaczęła przemieszczać się za nami. To był pokojowy przemarsz.

Jak zaczęło się całe zamieszanie?

Przeszliśmy na nogach 100 metrów, nie więcej. Polscy policjanci byli nerwowi. Przyczepili się do kilku kibiców. Ale na początku to była tylko grupka policjantów, reszta siedziała w furgonetkach. Wyglądali groźnie. Zaczęła się przepychanka. Ludzie zaczęli biec przestraszeni, były tam całe rodziny, normalni ludzie, dzieci. Ja zacząłem biec jak wszyscy. Ze strachu. Skręciłem w lewo, nie wiedziałem gdzie jestem, chciałem się po prostu oddalić od tamtego miejsca. Z furgonetek policyjnych i samochodów wybiegali ludzie ubrani po cywilnemu, prawdopodobnie policjanci w cywilu. Mieli ze sobą pałki teleskopowe. Biegnąc dalej, zbliżyliśmy się do jakiegoś sklepu. Podnieśliśmy ręce do góry. Było nas około 50. Rzucili nas na ziemię, na kolana i skuli. Nikt z nas nie zrobił nic złego (...) Podnosili nas jednego po drugim i przeszukiwali. Zabrali wszystko, także telefony. Kręcili nasze twarze kamerami. Wszystkich. Nawet małżeństwa, ludzi po 40-tce. Aresztowano wszystkich. Znam chłopaków z Grottaferrata, którzy pojechali na wyjazd po raz pierwszy. Nasz kolega, 18-latek, ciągle jeszcze siedzi w areszcie. Uciekł mu już samolot, nie ma bagaży. To jest absurd.

(...)

Co było dalej?

Zabrali nas na posterunek. Było nas dwunastu, w jednej sali. Zabierali nas po jednym, co 10 minut. Test alkomatem. Rozebrali nas i fotografowali. Trwało to do 3 w nocy. Pisali, pisali, pisali. Wypełniali kartki papieru. Zebrali odciski palców, robili zdjęcia w nakryciach głowy i bez. O 3 zabrali nas do aresztu (...) Trafiłem do celi. Takiej, jakie są w filmach. Był tam inny chłopak, kibic Lazio, młodszy ode mnie. Nie było nawet materaców do spania. Tylko drewniana deska i poduszka. O 6 nas zbudzili, zabrali poduszki. Podali śniadanie - dwie kromki chleba z ketchupem i kawałek schabu. Nikt tego nie zjadł. Gdy chciałeś iść do ubikacji, musiałeś zadzwonić dzwonkiem. Po mnie przyszli godzinę po tym, jak zadzwoniłem. Nie mówili po angielsku. Krzyczeli, gdy mówiłeś, że nie rozumiesz co mówią. Koszmar

Praktycznie nie spałeś

Zbudzili nas o 6. Czas się dłużył. Nie dali nam do picia nawet wody. Ja napiłem się wody tylko z kranu w ubikacji, gdy poszedłem zrobić siku"

Mieliście jakieś informacje o innych zatrzymanych?


Mało. Dowiedziałem się, gdy mnie już wypuszczono, że innych kibiców wywieziono 30 kilometrów od Warszawy, innych nie wiem gdzie. Muszę jednak przyznać, że wielu policjantów w areszcie było w porządku, rozumieli sytuację. Potraktowali nas źle bo taka jest procedura, bo musieli tak zrobić. Rozmawialiśmy, powiedzieli nam jak skończył się mecz Legia-Lazio. Jedna policjantka powiedziała nam nawet, że powinniśmy zaskarżyć policję za to, co się wydarzyło.

Bałeś się?

Ja nic nie zrobiłem. Tylko uciekałem. Widać to wyraźnie na nagraniach.

Po pobudce w celi, co się dalej działo?

Zawieźli nas do sądu, gdzie oddali mi moje rzeczy osobiste. Zabrali nam wszystko. Nie mogłem zadzwonić do rodziców, to najbardziej mnie martwiło.

Jak wyglądał proces?

Była nas trójka. Ja, sędzia i tłumaczka. Nie byli mili, nawet tłumaczka. Musiałem powiedzieć, że jestem winny naruszenia porządku publicznego. taki był sens tego procesu. Mówili mi, że nie można biegać i krzyczeć w Warszawie. "Przyznaj się, że jesteś winny, a wyjdziesz na wolność", tak powiedział sędzia. Powiedzieli mi, że musiałbym zapłacić też 400 zł kary, ale potem sędzia dodał, że ponieważ spędziłem dwa dni w areszcie, nie muszę płacić.

A gdybyś nie przyznał się do zakłócenia porządku?

Powiedzieli mi, że odbyłby się normalny proces i musiałbym na niego przyjechać do Polski. Przyznałem się do winy i wyszedłem z sali, nawet nie czekałem na odczytanie wyroku.

Miałeś adwokata, obrońcę z urzędu?

Nie. Na sali była nas trójka - ja, sędzia, tłumacz. Wypuścili mnie o 17. Wziąłem taksówkę i wróciłem do apartamentu. Spotkałem tam trzech moich przyjaciół. Był też z nami chłopak, który siedział ze mną w celi. Inny kolega wyszedł teraz, po 3 dniach w areszcie. To jakiś absurd.

Mówi się, że w Polsce ubieranie kominiarki to przestępstwo

Powiedziano mi to. Ale ja nie widziałem nikogo w kominiarce. Wszyscy mieli czapki, by chronić się od zimna.

Co zostanie ci w pamięci?


Straszne wspomnienie z aresztu. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to przeżyję. I tak miałem szczęście. 40-letni kibic trafił w celi na jakiegoś bandytę z Niemiec.

Jak to wszystko mogło się wydarzyć?

Nie potrafię tego wyjaśnić. 150 kibiców w areszcie, nigdy czegoś takiego nie widziałem. Mało kto wszedł na stadion. Badano ich alkomatami przed wejściem. To przesada. Wszyscy na ziemi, z plecami przygniecionymi przez kolana policjantów

Pojedziesz jeszcze na wyjazd?


Na wyjazd tak. Do Polski nigdy, nawet na wakacje.

Liczyliście na większe wsparcie?

Tak, z Włoch, od naszej ambasady. Czuliśmy się zostawieni na pastwę losu. Nikt z nas nie wiedział co się dzieje. Byliśmy sami. To były dwa dni rodem z piekła. Dla niektórych to trwa nadal. Potraktowali nas jak bandytów

(...)

Co chcesz jeszcze dodać?

Nigdy nie wrócę do Polski. Nigdy nie przydarzyło mi się nic takiego. U nas, w Rzymie, kibice Legii robili co chcieli...

piątek, 22 listopada 2013

Włoska trauma 1950
















Pewnie widzieliście już doskonałą reklamę Pumy, robiącą klimat przed Mundialem 2014 i nawiązującą oczywiście do brazylijskiej traumy z roku 1950 (kto nie widział - LINK). Gospodarzom turnieju wystarczał wtedy remis z Urugwajem, aby móc świętować tytuł mistrzów świata (finał rozegrano wówczas w formule 4-zespołowej grupy). Mimo prowadzenia 1-0, canarinhos przegrali 1-2. Płakało 200 tysięcy ludzi na Maracanie, płakał cały kraj. Mało kto pamięta przez to, iż to Włosi przybyli do Ameryki Południowej jako obrońcy tytułu i dwukrotni zdobywcy Pucharu Rimeta.

Samo trofeum szczęśliwie przetrwało wojnę światową, ukryte pod łóżkiem Ottorino Barassiego, wiceprezydenta FIFA. Ten fakt, a także to, iż Italia była obrończynią tytułu, przekonał, światową federację do zaproszenia włoskiej reprezentacji na turniej. Pojawiły się bowiem głosy sprzeciwu, mówiące iż Włosi powinni podzielić los Niemiec i Japonii, którym zakazano startu w eliminacjach.

Przeważył głos zdrowego rozsądku piłkarskiego. Italia nie tylko została zaproszona, ale FIFA obiecała do tego pokryć koszty transportu drużyny na inny kontynent. To ostatecznie przekonało włoską federację, która wahała się długo, mając na uwadze dramatyczną sytuację gospodarczo-społeczną państwa zniszczonego wojną.

Rok wcześniej Włochami wstrząsnęła lotnicza tragedia na wzgórzu Superga. W jednej sekundzie kraj stracił mistrzowską drużynę Torino, a tym samym praktycznie całą reprezentację narodową. Naprędce sklecona ekipa prezentowała się ciągle solidnie pod względem piłkarskim, ale definitywnie odmówiła lotu samolotowego do Brazylii.

Jedynym wyjściem był transport morski. Ekipa mistrzów świata spędziła na morzach i oceanach trzy tygodnie. Początkowo sytuacja była jeszcze dość znośna, gdyż specjalnie dla piłkarzy statek został przystosowany do treningów i zbudowano na nim coś na kształt małego boiska treningowego. Atmosfera pogorszyła się po kilku dniach, gdy po minięciu Azorów, zorientowano się, że wszystkie piłki wylądowały w morzu i nie ma już czym trenować.

Do wybrzeży Brazylii dopłynęła grupa ludzi sfrustrowanych, zmęczonych, znudzonych i pokłóconych ze sobą. Na skutek dyskwalifikacji reprezentacji Indii, której piłkarzom zabroniono gry boso, Italia zagrała tylko dwa mecze w grupie. Decydująca okazała się porażka 2-3 ze Szwecją, późniejszym brązowym medalistą.

Włosi ledwo się rozpakowali, a już musieli wracać do kraju. Tym razem pośpiech i złość okazały się silniejsze od strachu. Drużyna wróciła do Italii samolotem.

środa, 20 listopada 2013

Szybki raport z włoskich klubów


Post użytkownika Calciobar.

wtorek, 5 listopada 2013

Benitez rozbił bank


Post użytkownika Calciobar.


sobota, 2 listopada 2013

Maraton w Serie A. Allegri na wylocie?

















Serie A gna do przodu. Tak szybko, że ledwo zakończyła się kolejka wtorkowo-czwartkowa, a dziś już rusza kolejna seria spotkań.

Na czele nadal Roma. Ba, nadal bez straty punktu. Ostatnie dwie wygrane – z Udinese i Chievo to były zdecydowanie najsłabsze występy giallorossi w tym sezonie. W obu Roma stworzyła praktycznie pół sytuacji bramkowej i zdobyła dwa zwycięskie gole. Ktoś powie: szczęście. Inny stwierdzi: skuteczność i wyrachowanie. I pewnie obaj będą mieli rację. Z całą pewnością przyznać należy, że giallorossi są w tym sezonie ekipą charakterną i mającą już może coś więcej niż tylko zalążek zwycięskiej mentalności.

Stabilny trend utrzymuje też Milan. I jest to trend dołujący. Ciężko patrzy się na postawe ekipy Allegriego, która w meczach z Parmą i Lazio tylko krótkimi fragmentami prezentowała akceptowalny poziom w piłkę. Pozycja Maxa wisi na włosku. Dość zaczynają go mieć kibice, a fronda antyallegrańska mocno trzyma się też wśród byłych piłkarzy Milanu. Wróbelki z Milanello ćwierkają, że dołki pod Allegrim podkopuje lekko Filippo Inzaghi, szkoleniowiec ekipy Primavery rossoneri, który już w trakcie poprzedniego sezonu miał werbalne starcie z ciągle aktualnym trenerem pierwszej drużyny.

Zza Oceanu atak przypuścił też filozof Clarence Seedorf. Holender nie ukończył jeszcze nawet kursu trenerskiego, ale czytając od jakiegoś czasu jego wypowiedzi ,mam wrażenie, że już teraz jest lepszym i mądrzejszym szkoleniowcem niż Mourinho, Martino i Rudi Garcia razem  wzięci. Życie szybko pewnie zweryfikuje Seedorfa, natomiast w tym tygodniu Holender mocno przejechał się po Allegrim, sugerując, że to przez niego Nesta i on opuścili Milan. Potem Seedorf rakiem wycofał się z tych słów. Allegri odpowiedział z klasą. Co nie zmienia faktu, że pętla się zaciska.

Już dziś na San Siro przyjeżdża będąca w bardzo dobrej formie Fiorentina. Viola zagrali naprawdę dobry mecz z Napoli, w drugiej połowie praktycznie nie wypuścili rywala z połówki boiska. Ale przegrali 1-2. Mogą czuć się też pokrzywdzeni „wielbłądem” sędziego Calvarese, który w 90 minucie gry nie podyktował ewidentnego karnego po faulu na Cuadrado i do tego wyrzucił Kolumbijczyka z boiska za symulację (drugie żółtko). Odwołanie nie przyniosło skutku, więc Cuadrado nie zagra dziś w Mediolanie. Szkoda – ominą nas jego „niesamowite” pojedynki z Constantem.

Fiorentina zdążyła już zresztą wypuścić do mediów informacje na temat swojego niezadowolenia z wyboru arbitra dzisiejszego meczu. Będzie nim pan Mazzoleni, ten sam, który wiosną nie zauważył (?) ewidentnego zagrania ręką De Rossiego we własnym polu karnym w meczu Viola-Roma. Ten błąd, zdaniem florentczyków, kosztował ich 3. miejsce w lidze i 20 milionów euro. Polemik ciąg dalszy

Nadal imponują Hellas Verona. Nie ma co łudzić się, że na dłużej utrzymają miejsce w czołówce. Ale jeśli mawia się, że 40 punktów powinno wystarczyć do utrzymania, to zespół Mandorliniego prawie połowę tej sumy zgromadził już na koniec października. Głównie dzięki wspaniałej serii 5 wygranych na Stadio Bentegodi. Jak nie strzeli Iturbe, to dołoży coś Gomez. Jak nie dogra Janković, to asystę zaliczy Hallfredsson. Swoje „przepychane” bramki dokłada Toni, a karne bezbłędnie wykonuje Jorginho. W bramce fruwa Rafael. Co najmniej pięciu piłkarzy z tej drużyny mocno aspiruje już do gry w czołowych klubach Serie A.

W życiu nie przypuszczałbym, że po 10 kolejkach Hellas będą mieć o 13 oczek więcej niż Catania. To właśnie Sycylijczycy są największym rozczarowaniem sezonu. Odejścia Marchese, Lodiego i Gomeza okazały się bolesną wyrwą, tym bardziej, że nowi  - Leto czy Monzon zupełnie rozczarowują. Do tego dochodzą świeże urazy Barrientosa, Bergessio i jedynego trafionego letniego transferu – Plasila. Catania jest mocno zakopana w strefę spadkową, zdążyła już zmienić trenera. Z kandydata do „lewej strony” tabeli niespodziewanie stała się kandydatem do spadku.