Roma pokonała Lazio 1-0 i tym samym, przynajmniej do kwietnia, zdobyła "panowanie" w Wiecznym Mieście. Spotkanie nie rzuciło na kolana, mało było ładnych akcji i okazji bramkowych. Rezultatem sprawiedliwym byłby remis. Od samego początku czuć było, że o wyniku zadecydować może jeden gol. Zdobył go w 79 minucie Cassetti.
Lazio zagrało na pewno lepiej niż w poprzednich spotkaniach. Wysoko, dość agresywnie, szybko odbierało piłkę romanistom. W szeregi Romy często wkradało się zdenerwowanie, wyczuwało się je też po pomrukach niezadowolenia fanów giallorossi. Biancocelesti mieli swoją piłkę meczową w 61 minucie. Najpierw Zarate trafił w słupek, a dobitkę Mauriego fantastycznie obronił Bertagnoli. I to się zemściło.
Derby to derby, więc o stylu nikt nie będzie za tydzień pamiętał. Liczy się zwycięstwo. Tym samym więc możliwy jest koniec pracy Davide Ballardiniego w Lazio. Trener ten, paradoksalnie, może wylecieć z roboty po jednym z lepszych występów swojej drużyny. Futbol jest jednak brutalny.
Na boisku było nerwowo, ale wszystko odbywało się w ramach derbowego savoir-vivre. Gorąco było natomiast na Tribuna Tevere. Zawsze podczas derby dochodzi tam do przepychanek w miejscach styku między kibicami obu klubów. Kiedy ktoś w końcu włączy myślenie i rozdzieli te sektory większą liczbą porządkowych?
Roma dołącza do szerokiej czołówki, Lazio coraz bliżej strefy spadkowej. Potwierdziło się to co pisałem kilka dni temu - Roma Ranieriego może i jest brzydka (a na pewno brzydsza niż ekipa Spallettiego), ale walczy i jest skuteczna. Sytuacja w drugiej połowie Rzymu staje się natomiast wręcz dramatyczna. Zapowiada się gorący okres dla wszystkich związanych z najstarszą drużyną Wiecznego Miasta.
PS. O pozostałych meczach napiszę jutro późnym wieczorem. Dobranoc
Jeśli ktoś dziwi się, czemu włoska piłka ma coraz gorszą reputację i jest po prostu coraz smutniejsza, niech zobaczy sobie poniższy filmik. Najpierw zawodnik Ascoli, Sommese, nie wybija piłki choć cała drużyna rywali stoi w miejscu (na murawie leżał jeden z piłkarzy Regginy). Pada gol i dochodzi do gigantycznego zamieszania na boisku. Ascoli decyduje się na gest fair play i "oddaje" gościom gola. To powoduje wzburzenie na trybunach, po meczu cała ekipa gospodarzy i trener Pillon zostają zwyzywani przez własnych tifosi, o mały włos nie dochodzi o rękoczynów, a drużyna przez dwie godziny ukrywa się we własnej szatni.
Nie oszukujmy się, mecz Juventusu z Interem nie był dobrą reklamą dla włoskiej piłki. Wszyscy anty-fani calcio mogą z przekonaniem powiedzieć, że był to typowy dla Serie A klasyk. Dużo walki, kopania po nogach, nerwowości, mało składnych akcji. Niestety będą mieć oni sporo racji.
Ok, lubię gdy na boisku trwa zacięta rywalizacja, a piłkarze nie oszczędzają łokci (choć niekoniecznie w taki sposób, jak zrobił to Melo). Ale to ma być tylko dodatek. Tymczasem wczoraj kopniaki, ciosy i przepychanki zastąpiły to, co jest solą futbolu - podania, dryblingi i strzały. Jedynym błyskiem światła na szarym turyńskim niebie był gol na 2-1. Sposób w jaki Claudio Marchisio wyprowadził kontratak, a następnie to, jak cudownie go wykończył, to było mistrzostwo świata. Nieprzypadkowo więc pomocnik Juve może już planować eskapadę na czerwcowy Mundial.
Takie klasyki Serie A są smutne, człowiekowi odechciewa się trochę pisania o futbolu. Czy naprawdę nikt we włoskiej piłce nie rozumie, że kibice oczekują gry w piłkę? A nie w kości? I nie takiego chaotycznego sędziowania jakie zaprezentował pan Saccani? I nie takich dziecinnych symulacji, jaką pokazał Mario Balotelli? Swoją drogą, po raz kolejny mieliśmy potwierdzenie, że choć talentu temu chłopakowi odmówić nie można, to dopóki nie poukłada on sobie kilku spraw w głowie, na pewno daleko nie zajedzie.
Juventus wygrał bo bardziej tego pragnął. Pewnie z przebiegu gry remis byłby wynikiem sprawiedliwszym, ale przynajmniej możemy się przez chwilę łudzić, że wygranie scudetto nie będzie dla zespołu Jose Mourinho spacerkiem.
Spacerkiem był natomiast dla Milanu mecz z gasnącą w oczach Sampdorią. Rossoneri są w świetnej dyspozycji, widać, że dobrze czują się pod względem fizycznym, a wtedy wiele rzeczy przychodzi z łatwością. Dwoma pięknymi asystami popisał się Ronaldinho. Drużyna gra szeroko, mnóstwo akcji przeprowadza skrzydłami. Taki pomysł na grę miał przed sezonem Leonardo i to zaczyna wypalać. Milan - Sampdoria 3-0. Brawo.
Milan - Sampdoria. Idealny scenariusz dla piłkarzy i fanów rossoneri jest następujący: wygrana z Samp, a potem wygodny fotel i trzymanie kciuków za Juventus. Ogromnym osłabieniem dla przyjezdznych będzie brak Palombo, bo to serce i płuca tej ekipy. Ponadto, u gości widać małą zadyszkę. To sugerowałoby sukces Milanu. Rossoneri kiedyś muszą jednak zakończyć zwycięską passę. Stawiam na jednobramkową wygraną gospodarzy, ale po bardzo ciężkim meczu, bo goście naprawdę potrafią grać z wielkimi tej ligi jak równy z równym. Typ: 1
Juventus - Inter. O tym meczu piszę niżej. Dla dobra ligi wypadałoby trzymać kciuki za Starą Damą. Sądzę jednak, że Inter tego meczu nie przegra. Typ: x (znów 1-1?)
Bologna - Udinese. Bologna to ambicja, goście fantazja, ale i chimeryczność. Równie dobrze może się to wszystko zakończyć superłatwą wygraną Udine, ale realne jest też wywalczone przez gospodarzy 1-0. Trochę taki mecz gdzie każdy wynik jest możliwy. Ja lubię drużyny ofensywne, więc życzę wygranej podopiecznym Pasquale Marino. Typ: 2
Fiorentina - Atalanta. W szeregach gospodarzy zabraknie mądrości Zanettiego, przebojowości Marchionniego i klasy Mutu. Tylko częściowo równoważy te braki absencja Doniego. Viola zaczynają tracić bezpośredni kontakt z czołówką. A z racji tego, że zapewnili sobie już awans do 1/8 finału LM, mogą rzucić na ten mecz wszystko co mają w tej chwili najlepszego. Typ: 1
Genoa - Parma. Może to być ładne, otwarte spotkanie, a gościom w dochodzeniu do okazji bramkowych powinny pomóc kłopoty kadrowe gospodarzy w formacji defensywnej. Genoa "musi" wygrać, Parma "może". I chyba ta "chcica" na sukces będzie tu decydująca. Typ: 1
Livorno - Chievo. Kolejny pojedynek, gdzie bardzo ciężko wytypować rezultat. Raczej padnie mało bramek, a ewentualnym zwycięzcą będzie ten, kto pierwszy trafi do siatki rywala. Typ: x
Napoli - Bari. Goście, podobnie jak Sampdoria, utrzymują się na świetnym miejscu, mimo, że są w małym dołku formy. Gospodarze powinni to wykorzystać, zagrali dobry mecz w Parmie, ale oddali dwa oczka na własne życzenie. Teraz to odrobią. Hamsik, Lavezzi i Quagliarella muszą zrobić "swoje". Typ: 1
Palermo - Cagliari. W Palermo zamieszanie po tym, jak Cavani i Bertolo zostali zaatakowani przez kibiców(?). Atmosfera wokół klubu jest napięta, a w dodatku drużynie nie pomogą dwie najlepiej wyszkolone pary nóg, czyli Liverani i Miccoli. Goście na fali, wiedzą co mają grać, nie oglądają się na rywali, tylko robią swoje. Dla mnie są faworytem. Typ: x2
Siena - Catania. Mecz dwóch maruderów, przegrany ma po prostu "przerąbane". To spotkanie może się ułożyć na wiele sposobów. Mecz absolutnie nie dla typerów, choć pewnie padnie mało goli. Typ: 1x
Roma - Lazio. O derby Rzymu pisałem poniżej. Giallorossi faworytem, ale w wojnach o Wieczne Miasto faworyt często kończy pechowo i wraca na tarczy. Typ: x
Rywalizacja Juventusu i Interu trwa już od przeszło 100 lat i należy z pewnością do najbardziej zaciekłych na całym Półwyspie Apenińskim. Nieprzypadkowo określana jest jako "Derby Włoch". W historii mieliśmy już 211 oficjalnych spotkań między tymi ekipami. Bilans jest korzystny dla Starej Damy, która wygrała 94 razy, 65 razy zremisowała i 52 mecze przegrała. W starciach tych padło 596 goli, 304 z nich zdobyli bianconeri, 265 nerazzurri. Najlepszymi strzelcami w "Derby d'Italia" są Giuseppe Meazza i Roberto Boninsegna. Wpisywali się na listę strzelców po 12 razy i co ciekawe, czynili to w koszulkach obu klubów.
Walka Interu i Juventusu od zawsze obfitowała w kontrowersyjne momenty. W 1961 roku rozgrywany w stolicy Piemontu mecz decydujący o tytule mistrzowskim został przerwany przez kibiców gospodarzy, którzy wtargnęli na murawę. Początkowo federacja przyznała walkowera Interowi, wkrótce jednak uznała protest Juve i nakazała powtórzenie pojedynku Wściekły prezydent nerazzurri, Angelo Moratti, wysłał na to spotkanie ekipę Primavery. Została ona rozbita aż 1-9 (6 goli Sivoriego!). W meczu tym zadebiutował w koszulce w czarno-granatowe pasy Sandro Mazzola.
Tamte wydarzenia to jedno z głównych źródeł ogromnej niechęci, jaką darzą się oba kluby. Nota bene, mówi się, że kibice Interu dzielą się na dwie anty-frakcje: "morattiani", którzy największą nienawiścią darzą Juventus, m.in. od pamiętnego 1961 roku, oraz "prisciani" (od nazwiska słynnego adwokata, działacza i fana Interu, Peppino Prisco), których głównym wrogiem jest Inter. To zresztą Prisco miał powiedzieć kiedyś: "Po podaniu ręki milaniście biegnę by ją umyć, po podaniu jej juventino, liczę swoje palce".
To na tyle dygresji, podszytej zresztą złymi emocjami, których w piłce musi być jak najmniej. Drugim mocnym akcentem "derby d'Italia", który chciałem przypomnieć, jest rok 1998 i słynny faul Iuliano na Ronaldo. Karny, gdyby został podyktowany, mógł odmienić losy tamtego sezonu. Zwycięstwo Interu w Turynie dawało mu ogromną szansę na scudetto. Stało się inaczej, ku wściekłości fanów Internazionale i prezydenta...Massimo Morattiego. Zobaczcie sami.
Z pewnoscią wiele żalu w stosunku do rywala moga mieć tez juventini. Fani z Turynu bez wątpienia przywołają (zapraszam do komentowania) sporo przypadków, gdzie mogli czuć się pokrzywdzeni. I pewnie w dużej mierze będą mieć rację. W końcu wojna na linii Mediolan-Turyn to nie lokalna partyzantka, ani tkwienie w okopach. Odkąd tylko pasjonuję się calcio, derby Włoch zawsze miały wymiar starcia nieomal totalnego.
Jak będzie jutro? Rację ma Ciro Ferrara, mówiąc, że jego drużyna musi zagrać mecz perfekcyjny. O ile, aby pokonać Inter w Europie nie trzeba pokazać przesadnie wiele, co demonstruje choćby ostatnich kilka sezonów w Lidze Mistrzów, o tyle drużyna Mourinho w Serie A to prawdziwy gigant. Kolos, którego praktycznie nie sposób powalić. A gospodarze muszą to jakoś zrobić, mają już przecież 8 oczek straty.
Obie ekipy zagrają w podobnych ustawieniach, czyli 4-3-1-2. Będzie to starcie muskularnych, fizycznych linii środkowych. Z jednej strony Sissoko, Melo i Marchisio, z drugiej Motta, Cambiasso i Muntari. Na pozycji "trequartisty" zagra w Juve Diego i jest to z pewnością miejsce na boisku, gdzie Stara Dama ma przewagę piłkarskiej fantazji i klasy. Mecz, moim zdaniem, rozstrzygnie się właśnie w strefie środkowej. Ameryki nie odkryłem, bo to przecież newralgiczna strefa w futbolu. Tam będzie się toczyć twarda walka, mam wrażenie, że będzie ona tak namacalna, iż poczujemy ją wszyscy, nawet przed telewizorami.
W Interze zabraknie Sneidera i Maicona. Szkoda, bo na grę tych piłkarzy patrzy się z przyjemnością a i nerazzurri zyskują posmak szampańskiego futbolu rodem z Holandii czy Brazylii. Tylko posmak, ale to zawsze coś. Sądzę, że zespół Mourinho (który tym razem wyjątkowo mało mówi przed klasykiem) będzie grał spokojnie i wyczekiwał na ruch rywala. Jeśli Stara Dama zagra odważnie i bezkompromisowo od pierwszych minut, to może szybko zdobyć gola i ustawić sobie mecz. I wygrać. Jeśli jednak wda się w usypiającą wymianę lekkich kuksańców, to prędzej czy później odsłoni gardę i straci zęba. A wtedy Inter pójdzie za ciosem - wygra na punkty lub przez TKO. Juventusie, dużo odwagi, graj o zwycięstwo! Interze, nie daj sobie wmówić, że gra na remis wystarczy. Let's get ready to rumble!
Nie ma w Italii gorętszego pojedynku derbowego niż mecz Roma-Lazio. To nie tylko starcie piłkarskie. Derby te wymykają się prostym kategoriom światopoznawczym, wydarzeniem tym całe miasto żyje już w pełni na kilka tygodni przed pierwszym gwizdkiem, a ostatnie kilka dni przed "godziną W" to rosnące napięcie i coraz częstsze rozmowy o nadchodzącej wojnie o Rzym. Wiem, byłem, widziałem, czułem wzrost temperatury i emocji.
Fani Lazio szczycą się, że ich klub jest najstarszy w Rzymie (co jest prawdą - założony w 1900 roku) i ma najwięcej sekcji w całej Europie (co jest prawdą - prawie 40). Romaniści powtarzają z kolei, że jest ich w mieście więcej niż laziali (co jest prawdą - ale konia z rzędem temu, kto potrafi określić proporcje). Kibice giallorossi śmieją się, że oponenci to głównie burini, mieszkający w regionie, a nie w obrębie miasta (co nie do końca jest prawdą, w końcu reprezentacyjne dzielnice Rzymu, jak Parioli, Flaminio czy Balduina to bastiony biancocelesti). Laziali odpowiadają, że większość fanów rywala to potomkowie imigrantów z południa, z Sycylii czy Kampanii (co nie do końca jest prawdą, choć w dowody osobiste nikomu nigdy nie zaglądam).
Fanów obu klubów często dzielą różnice społeczne. Trochę inaczej okazują też oni miłość klubowi - sympatycy Romy zawsze kolorowi, z wszechobecną wilczycą na samochodzie czy skuterze. Laziali bardziej stonowani, często chłodni i krytyczni wobec otaczającej ich rzeczywistości. Różne zachowania, równie mocna miłość do drużyny i futbolu. Najzagorzalszych ultrasów łączy też (wbrew temu co można przeczytać w Polsce) polityka. Curva Nord od zawsze prawicowa (choć nie tak skrajnie jak się niektórym zdaje), Curva Sud po wielu latach dominacji lewicowości, od jakiegoś czasu mocno skręciła w prawo.
Jedno miasto, dwa kluby. Koegzystencja, podszyta niechęcią, ale i często wzajemną sympatią. Poderbowe sfotto', czyli, w skrócie, dogryzanie rywalowi, w Rzymie zostało dopracowane do perfekcji. Lubują się w nim wszyscy, od kilkuletnich małych rozrabiaków po 80-letnie stateczne babcie. Bo w Rzymie nie wypada nie być albo giallorosso, albo biancoceleste. Nie przystoi nie trzymać kciuków albo za "Magica Roma" albo za "Mitica Lazio". Fantastyczne futbolowe miasto, gdzie na derby można pójść w szaliku swojej drużyny i nie obawiać się utraty zębów. Gdzie derby trwają nie 90 minut, ale 365 dni w roku. Do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Mam w pamięci mnóstwo świetnych, emocjonujących meczów między odwiecznymi rywalami. Romaniści z radością wspominają 5-1 z 2001 roku i 4 gole Montelli. Laziali wtrącają wtedy do dyskusji pamiętne dla nich 3-0 z grudnia 2006 i kapitalnego gola Ledesmy. Wrzucam filmik z pierwszych derbów Wiecznego Miasta jakie oglądałem w TV, bardzo możliwe, że było to pierwsze starcie Lazio i Romy, które można było obejrzeć w Polsce. Skończyło się 3-3 po niesamowitej walce. Była późna jesień 1998 roku.
Zwróćcie uwagę na fatalne interwencje Marchegianiego w bramce Lazio, na kapitalne asysty Mihaljovica i strzały Manciniego. Na charakter Romy Zdenka Zemana, która grając w "10" wyciągnęła z 1-3 na 3-3, a nawet zdobyła prawidłową bramkę na 4-3 (choć dodać trzeba, że przy stanie 3-1 Stanković strzelił niesłusznie nieuznanego gola na 4-1). Po tym remisie biancocelesti wygrali 9 kolejnych spotkań i o włos stracili scudetto. Giallorossi pogrążyli się w ligowej szarzyźnie, ale to oni w końcówce sezonu wygrywając rewanż 3-1 przyczynili się do ostatecznego krachu mistrzowskich planów cugini.
Kto wygra w niedzielę? Faworytem jest oczywiście Roma, która zaczyna łapać chyba właściwy rytm gry, do której składu wrócił kapitan Totti i która nie ma kłopotów kadrowych W Lazio zawieszony będzie Cruz, do tego wątpliwy jest udział w meczu Siviglii, Matuzalema czy Mauriego. Rok temu giallorossi byli jedną nogą w strefie spadkowej, ale po wygranych derby (gol Baptisty) ruszyli w pogoń za czołówką. Teraz w czarnej dziurze znalazło się Lazio, które osłabiło się latem i gdzie trener Ballardini chaotycznie miesza w personaliach i ustawieniu (ostatnio gra 3-4-2-1). Biancocelesti mogą wpaść po tej kolejce do strefy spadkowej. Już wyobrażam sobie Curvę Sud intonującą po meczu "Serie B, Serie B !". Jest to całkiem realne, przy aktualnej dyspozycji obu ekip.
Fani Lazio muszą liczyć na dumę swoich piłkarzy, na to, że mają już dość bycia kopanymi po tyłkach przez rywali, że nie pozwolą już na więcej upokorzeń. Liczą na pewno na Mauro Zarate, jedynego piłkarza w talii Ballardiniego, który może wyrządzić odwiecznemu rywalowi krzywdę. W szeregach Romy spokój, za miedzą nerwowość i niepokój. Zapowiada się walka na noże, to będą wielkie emocje, to będą prawdziwe derby!