piątek, 1 stycznia 2010

Felice Anno Nuovo!




WSZYSTKIM WAM ŻYCZĘ UDANEGO 2010 ROKU
PEŁNEGO SUKCESÓW I RADOŚCI
ZDROWEGO I CIEPŁEGO
WYPEŁNIONEGO MIŁOŚCIĄ

ABYŚMY MOGLI PEŁNĄ PIERSIĄ ODDYCHAĆ CALCIO



Mattia

środa, 30 grudnia 2009

Pierwsze ruchy transferowe. Migracje snajperów!


Styczniowe mercato powinno zostać przygotowane już w grudniu. Dobrze poukładane, rozsądne kluby "zaklepują" sobie piłkarzy tak, by ci byli do ich dyspozycji od początku stycznia. Tak, by stawili się gotowi wspomóc nowych kolegów od razu, a nie gdzieś w połowie lutego, gdy topnieją już śniegi (jeśli w ogóle spadną...). Kilka ciekawych ruchów na giełdzie transferowej już więc za nami. Oto najważniejsze z nich.

1) Luca Toni. Odkąd tylko sięgam wstecz pamięcią (od odejścia niedomagającego już wówczas Batigola?), giallorossi szukali klasycznej "9", klasycznego środkowego napastnika. Tak przynajmniej się mówiło. Wielu obserwatorów zastanawiało się, na ile szczere były te łowy, na ile gotowa była Roma na próbę połączenia coraz bardziej statycznego Tottiego z typowym środkowym napastnikiem. Baptista, Nonda, czy Vucinić nie byli takimi piłkarzami. Luca Toni jest. Mistrz świata walczy o wyjazd do RPA. Bayern pozbył się go bez żalu, gdyż ma w składzie napastników tego kalibru co Olić (kapitalna forma!), Gomez czy Klose. W Rzymie Luca powinien "odpalić". Nie ma nic do stracenia, jeśli szybko nadrobi zaległości treningowe, to strzeli 8-10 bramek i poleci do Afryki, bynajmniej nie na wakacje. A Roma stanie się pewniakiem do 3-4 miejsca.

2) Goran Pandev. "Fenomenalny" zmysł taktyczny Claudio Lotito pozbawił jego klub najlepszego piłkarza. Za darmo. Pandev wygrał sądowy proces z Lazio i stał się wolnym graczem. Kontrakt z Interem to powrót Gorana do Mediolanu. Kiedyś Inter łatwo oddał go do Rzymu (w wymianie za Stankovica), teraz niejako naprawił ten błąd. Na Puchar Afryki wylatuje Eto'o, więc Macedończyk może zostań rzucony w ogień walki szybciej, niż się spodziewa. Transfer ten na pewno zdywersyfikuje ofensywę Interu, bo Pandev lubi pobawić się piłką, pokiwać, rozegrać, ale w polu karnym często zachowuje się jak rasowy snajper. Świetnie będzie rozumiał się zarówno z Milito, jak i z Balotellim. No i z Eto'o, gdy ten wróci z wojaży. O to jestem spokojny. Buona fortuna, Goran.

3) Lotito, który w podobny sposób jak Pandeva, może stracić i Cristiana Ledesmę, wypożyczył tymczasem (z opcją wykupu) Sergio Floccariego z Genoi. Jest to bardzo dobry, silny, napastnik, z niezłym zmysłem do kończenia akcji (lepszy na pewno niż Maxi Lopez, którego też wiązano z przenosinami na Olimpico). Jego przyjście może oznaczać odejście kogoś z dwójki Rocchi-Cruz. Ten pierwszy ma ofertę z Zenitu, ten drugi jakoś nie zaaklimatyzował się w stolicy. Może też odejść Foggia, którego niezbyt ceni mister Ballardini. Ale to nie atak jest największym problemem Lazio, bo co mogą zrobić snajperzy, gdy linia pomocy istnieje głównie na papierze? To tam tkwią bolączki rzymian, dlatego też ich kibice modlą się o zdrowie dla Matuzalema.

4) Enrico Preziosi, szef Genoi, poprzesuwał pionki w ten sposób, że dziurę ( a raczej dziurkę) po Floccarim załatał wypożyczonym z Interu Davidem Suazo. Honduranin bardzo szybko biega, ale poza tym ma braki techniczne i niestety taktyczne (trochę przypomina pod tym względem legionistę Chiynamę). Dlatego nie zrobił kariery w Mediolanie. W szybko grającej Genoi ma szansę zrobić coś dobrego, choć nie jestem do końca pewny, czy będą mu odpowiadać schematy gry trenera Gasperiniego.

5) David Beckham. Przyjście Anglika było pewne już od dawna, ale warto je odnotować. Po pierwsze dlatego, że pomocnik ten to duża osobowość i skarb marketingowy. A po drugie, to wciąż bardzo dobry piłkarz. Rok temu wniósł coś pozytywnego do gry rossoneri. Wysoko cenię i zawsze ceniłem jego talent i sądzę, że także teraz wzmocni Milan. Trzymam za niego kciuki. Jestem ciekawy postawy kolejnego nowego nabytku rossoneri, ghanijskiego napastnika Dominica Adiyiaha (przyszedł z Fredrikstad). Oceny jego umiejętności są skrajne, od entuzjastycznych do negatywnych. Możliwe, że pójdzie on gdzieś na wypożyczenie (Livorno?). Wtedy na pewno będziemy mogli bliżej mu się przyjrzeć.

6) Felipe. Brazylijski stoper Felipe za około 8 mln euro (tyle zapłacą za całość jego karty) przeszedł z Udinese do Fiorentiny. Piłkarz ten długo, chyba zbyt długo grał na Stadio Friuli, przestał się tam rozwijać, dokuczały mu też kontuzje. Teraz ma nowy bodziec i większe możliwości. Stać go na regularne występy na poziomie europejskim, życzę mu tego, to bardzo dobry, elegancko grający środkowy obrońca. Zaczął już nawet treningi z nowymi kolegami, mimo, że dopiero 1.01 oficjalnie stanie się piłkarzem viola. Tak działają profesjonalni działacze, tacy jak Pantaleo Corvino.

To dopiero pierwsze, przełamane w tym zimowym okienku lody. Spodziewam się jeszcze kilku ciekawych piłkarzy zmieniających kluby (Dossena? D'Agostino? Cigarini? Ledesma? Foggia? . Będziemy o tych ruchach informować na bieżąco. Ale nie spodziewajmy się cudów. Prawdziwe polowania zawsze odbywają się w lecie, teraz czeka nas tylko łatanie dziur.


foto: euro-league.pl

środa, 23 grudnia 2009

Buon Natale



WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
DLA CZYTELNIKÓW I ICH BLISKICH
ABYŚCIE TE PIĘKNE DNI SPĘDZILI
W CIEPLE, SPOKOJU I RADOŚCI


Mattia

poniedziałek, 21 grudnia 2009

17 kolejka. Mroźna klęska Juventusu


Atak zimy dość solidnie okroił 17. kolejkę Serie A. Rozegrano tylko 6 spotkań, choć biorąc pod uwagę ich poziom, można stwierdzić, że było ich jednak za dużo. Takiego zdania są na pewno kibice i piłkarze Juventusu. Ci pierwsi obrzucili autokar swojej drużyny już przed pojedynkiem z Catanią, a protest kontynuowali w trakcie i po meczu. Ci drudzy wydatnie przyczynili się do całego zamieszania, ulegając 1-2 czerwonej latarni z Catanii. Juventus przegrał 5 z ostatnich 6 spotkań i większość z tych porażek wyglądała równie blado, jak ta wczorajsza. W pierwszej połowie Stara Dama grała tragicznie, praktycznie nie stwarzając zagrożenia pod bramką przyjezdnych. Brakowało szybkości, pomysłu, werwy. Już po pół godzinie gry Ferrara zdjął z murawy Felipe Melo, który tracił mnóstwo piłek i wyglądał jak człowiek, który nie ma ochoty praktycznie na nic, w każdym razie na pewno nie na grę w piłkę.

Po zmianie stron mieliśmy reakcję Juve, do której przyczynił się też wprowadzony za Melo Salihamidzić, autor bramki (dobra asysta Diego). Juventus cisnął, mógł zdobyć gola na 2-1, ale w samej końcówce dał się zaskoczyć z kontry i poległ. Poległ w sposób bolesny i kompromitujący, bądź co bądź z dotychczasowym outsiderem. Będą to bardzo smutne święta dla wszystkich ludzi związanych ze Starą Damą. Częściowe wytłumaczenie to kontuzje, ale suma błędów obejmuje więcej elementów. Nie sprawdzają się letnie transfery, pomyłki popełnia Ferrara, który nie potrafi wykorzystać potencjału, jaki ma w tym składzie, rozczarowują piłkarze, którzy mieli być ostojami projektu. Nie widać też chyba pomysłu na wyjście z impasu. Ani ze strony zarządu, ani trenera, ani drużyny. Sezon można jeszcze uratować, choćby wygrywając Ligę Europejską, ale do tego trzeba szybkich decyzji. Kto wie, czy nie radykalnych.


Radykalnych cięć nie będzie w Interze. Będą oczywiście spokojne święta, bo nerazzuri zdecydowanie dominują w Serie A. Mecz z Lazio (1-0), rozgrywany na fatalnej murawie i przy dużym mrozie, był smutnym zakończeniem futbolowego roku kalendarzowego w Italii. Inter szybko zdobył gola (swoją drogą, dostać w 15 minucie kontrę po własnym rzucie rożnym grając na San Siro - genialne!), a potem kontrolował mecz, niespecjalnie nawet starając się o drugiego gola. Lazio niby próbowało coś zrobić, ale jedyne na co było ich stać to anemiczne uderzenia Rocchiego i Cruza, czy też bardzo niecelne bomby Kolarova. W Interze spokojnie, u biancocelesti dość nerwowo. Lazio z wczoraj, z Del Nero, Baronio, Meghnim, Makinwą i Firmanim na boisku, to zespół ryzykujący spadek do Serie B. Na szczęście dla kibiców rzymian, w nowym roku do gry wrócą Zarate, Foggia, Matuzalem czy Brocchi. Spadku uda się więc uniknąć. I to chyba tyle pozytywów. Można jeszcze wspomnieć o dość solidnej grze w defensywie zespołu Ballardiniego. Co z tego jednak, skoro atak strzela najmniej bramek w lidze?

Zupełnie inne nastroje panują w drugiej połowie Rzymu. Lazio miało w sierpniu na koncie Superpuchar Włoch i komplet oczek w Serie A, Roma zaczęła od dwóch porażek. Od tego momentu giallorossi pozbierali się do kupy i zaczęli grać na miarę możliwości. Duża w tym zasługa Claudio Ranierego, który nie omieszkał wczoraj wrzucić kamyczek do turyńskiego ogródka, mówiąc, że gdyby on trenował Juve, to po takiej serii porażek byłby zwolniony. Na pewno częściowo ma rację. Roma zakończyła rok zwycięstwem nad Parmą (2-0), sukcesem absolutnie zasłużonym. W pierwszej połowie goście dotrzymywali jeszcze kroku rywalowi, w drugiej gospodarze, uskrzydleni golem Burdisso, dominowała na murawie. Parma zawiodła, nie przypominała drużyny, którą chwaliliśmy na naszych łamach tak często. Duża w tym oczywiście zasługa giallorossi, nie pozwolili oni rywalowi rozwinąć skrzydeł. Ta solidność staję się powoli znakiem firmowym Romy, drużyny, która znana była do niedawna m.in. z dziurawej jak ser szwajcarski defensywy. 4. miejsce w lidze, awans do 1/16 finału Ligi Europejskiej (a biorąc pod uwagę losowanie - otwarta droga do ćwierćfinału). Kto w sierpniu postawiłby jakiekolwiek pieniądze na tak komfortową sytuację Romy?

Palermo odradza się pod pieczą Delio Rossiego. Wygrana ze Sieną (1-0) była trochę szczęśliwa, bo goście mieli w drugiej połowie 3-4 okazje, ale piłka albo trafiała w słupek albo świetnie bronił Sirigu. Do przerwy dominowali gospodarze, prowadzeni przez kapitalnie rozgrywającego piłki Fabio Liveraniego. Rossi i Liverani znakomicie współpracowali w Lazio. Zapowiada się powtórka z rozrywki? Urazu doznał Miccoli i to na pewno martwi wszystkich w klubie, bo to najbardziej niekonwencjonalnie grający zawodnik Palermo. Goście pokazali, że powoli podnoszą głowę i powalczą o utrzymanie. W najbliższych dniach dojdzie do zmiany właściciela klubu z Toskanii. Massimo Mezzaroma kupi akcje spółki od Giovanni Lombardi Stronatiego. Siena przejdzie z rąk... jednego sympatyka Romy w ręce drugiego. Czy przyniesie to szczęście?

Kolejne dwa kluby, gdzie zmiana trenera dała rezultaty, to Napoli i Livorno. Ci pierwsi pokonali 2-0 bezbarwne wczoraj Chievo i podobnie jak Palermo walczą o europejskie puchary. Napoli nie przegrało od 10 kolejek, odkąd na ich ławce zasiadł Walter Mazzarri. Partenopei szybko zdobyli gola (Hamsik), a potem kontrolowali mecz i w końcówce podwyższyli po kontrataku (Quagliarella). Proste, cyniczne, skuteczne. Livorno natomiast dość niespodziewanie ograło pikującą w dół Sampdorię (3-1), dzięki czemu spędzi Święta z dala od strefy spadkowej. Zdobycie 3 goli w jednym meczu to wielki wyczyn z ich strony, udało im się to po raz pierwszym w tym sezonie. Sampdoria nie przypomina w niczym rewelacyjnego zespołu z początku rozgrywek. To kolejny klub, gdzie wigilijne potrawy będą smakować dość średnio.


foto: bleacherreport.com, tuttosport.com

piątek, 18 grudnia 2009

17. kolejka. Małe typowanie


Bologna - Atalanta. Pojedynek wyrównanych ekip, ich zalety i wady, zarówno jeśli chodzi o sprawy kadrowe, jak i aktualną dyspozycję, wzajemnie się anulują. Wypada więc zasugerować tu remis. Jeśli ktoś wygra, to jedną bramką. Ale zakładam, że dla gospodarzy podział punktów nie będzie dramatem, a przyjezdni będą z niego wręcz zadowoleni. Typ: x

Fiorentina - Milan. Linia obrony gości w składzie Zambrotta-Kaladze (Favalli)-Nesta-Antonini jakoś nie budzi mojego zaufania. Nie sądzę aby akurat ten kwartet stanowił monolit, z różnych względów. Obie ekipy mają Ligę Mistrzów chwilowo za sobą, mogą przerzucić wojska na front ligowy. Wraca Mutu, dobrze ostatnio wygląda Santana (i oczywiście Vargas), Gilardino gwarantuje bramki. Stawiam na wygraną gospodarzy, po bardzo ładnym, płynnym i otwartym meczu. Typ: 1(x)

Genoa - Bari. Gospodarze odpadli z pucharów. Mieli mocną grupę (Lille, Valencia), ale mogli zrobić więcej, szczególnie szkoda 2. połowy wczorajszego meczu z Hiszpanami, gdzie mieli inicjatywę i okazje. Urazy Palladino i Milanetto mogą być dotkliwe. O ile pierwszego, od biedy, zastąpią Sculli i Palacio, o tyle Milanetto nie ma godnego zmiennika, równie mądrze jak on regulującego tempo gry. Stawiam na gospodarzy, bo jestem przekonany, że są lepszą ekipą. Ale jestem bardzo ciekawy, jak poradzą sobie z zastąpieniem kontuzjowanych ( o których wyżej) i zawieszonych (Bocchetti). Typ: 1

Roma - Parma. Walka o 4 miejsce zaczyna się na dobre, "króliczkiem", którego trzeba w tej chwili gonić jest właśnie Parma. Roma będzie chciała za wszelką cenę wygrać. I wygra. Ranieri wyciska z tego zespołu dużo, naprawdę chwała mu za to. Szansy dla gości upatruję w kontrach, bo obrona Romy lubi po juniorsku zastawić pułapke ofsajdową. Sądzę jednak, że przewaga piłkarska gospodarzy zatriumfuje, tym bardziej, że wracają mający "dobre nogi" Pizarro i Menez. Typ: 1

Juventus - Catania. Żarty się skończyły. Albo ta drużyna złapie się za... bary i zacznie wygrywać, albo będzie to kolejny dla Juve nieudany sezon. Nic tu nie dadzą żadne zaklęcia, zwalanie winy na złe transfery itp. Jedyną odpowiedzią mogą być zwycięstwa. Jego brak z Catanią będzie koszmarem. I ogromną sensacją. Typ: 1

Livorno - Sampdoria. Gospodarze nie dość, że nie strzelają bramek, to jeszcze wypadają im kolejni napastnicy. Do dyspozycji pozostał tylko Danilevicius. Zdarza im się jednak wygrywać 1-0, więc jakiś patent na zdobywanie punktów mają. Padnie tu z pewnością mało goli, bo i Samp ostatnio straciła wigor w ofensywie. Niewykluczony bezbramkowy remis. Sądzę jednak, że albo Cassano albo Pazzini zapewnią gościom trzy oczka. Typ: (x)2

Napoli - Chievo. Goście lubią w tym sezonie zaskakiwać, są dobrze zorganizowani z tyłu i wyprowadzają niezłe kontrataki. Tak też na pewno zagrają na San Paolo. Czujnie z tyłu i nastawieni na podkąsywanie wroga. Napoli musi przebić jakoś ich defensywę, co pod nieobecność Lavezziego będzie trudniejsze. Ale powinno się udać. Typ: 1

Palermo - Siena. Papierowym faworytem, szczególnie po świetnym meczu na San Siro, są sycylijczycy. Ale pamiętajmy, że goście wygrali dwa spotkania z rzędu. Ciekawe, czy Palermo przekuje entuzjazm po meczu z Milanem na ciągłość gry i wyników? Jeśli tak, to powalczy w tym sezonie o 6-7 miejsce. I wygra ze Sieną. Typ: 1

Udinese - Cagliari. Gospodarze nadal bez ofensywnego tercetu Pepe-Sanchez-Di Natale. W dużej mierze przez to ich gra wygląda ostatnio bezbarwnie, pozbawiona jest zwyczajowego dynamizmu. Cagliari jest w stanie wygrać na Stadio Friuli, ale jest też w stanie przegrać na własne życzenie, jak 2 tygodnie temu w Palermo. Jest to trochę nieobliczalna drużyna. Nie mam pomysłu na ten mecz, więc asekuracyjnie - typ: x.

Inter - Lazio. Tu sprawa jest raczej jasna. Lazio myślami jest już chyba przy Świętach, zawieszony na ten mecz Zarate zdążył już wylecieć do Argentyny. Zastąpić go ma odsuwany ostatnio od składu Foggia, ale to nie tez rozmiar kapelusza. Lazio będzie groźne przy stanie 0-0, po stracie gola ta drużyna w tym sezonie szybko się rozkleja. Typ: 1


foto: acmilan.com

LM: Mourinho powrót do przeszłości


Jose Mourinho powróci na Stamford Bridge, a David Beckham (od stycznia znów w Milanie) na swoje Old Trafford. Losowania europejskich pucharów mają to do siebie, że lubią skojarzyć nam pary gwarantujące tego typu smaczki. Są one solą tych rozgrywek.

Za wcześnie jest oceniać szanse i przeprowadzać analizy. Do lutego sporo czasu. Niewiadomą na dziś jest forma wszystkich zainteresowanych zespołów, mogą się zdarzyć kontuzje, mogą być jakieś zmiany kadrowe. Ciężko powiedzieć jaką rolę w drużynie rossoneri odgrywać będzie David Beckham. Wiemy natomiast kto będzie "frontmanem" Interu, kto weźmie na siebie ciężar tego dwumeczu i kto będzie podgrzewał przed nim atmosferę.

Jose Mourinho miał dać Abramowiczowi zwycięstwo w Champions League. Nie udało się, choć zawsze brakowało niewiele. Po domowym remisie 1-1 z Rosenborgiem, Portugalczyk odszedł z Chelsea. Dwumecz ze swoim byłym pracodawcą będzie dla Mourinho i jego projektu w Mediolanie testem prawdy. Cały czas mamy z jego strony dużo wymówek, dużo blefowania. Carlo Ancelotti i "The Blues" powiedzą po prostu "sprawdzam". I albo król będzie nagi, albo szturmem utoruje sobie drogę do dalszej fazy rozgrywek. A śmiem twierdzić, że jeśli Inter przejdzie Chelsea, to jest w stanie dojść naprawdę daleko, może nawet do finału. Kadrą ma znakomitą. No chyba, że w ćwierćfinale trafi na Barcelonę, jedyną ekipę absolutnie poza swoim zasięgiem.

Fajnym dwumeczem będzie starcie Fiorentiny z Bayernem. Obie ekipy grają piłką i w piłkę. Obawiam się, że viola mogą nie udźwignąć ciężaru gatunkowego 1/8 finału Champions League. Przewaga doświadczenia po stronie Bayernu może okazać się decydująca. Nie boję się o Milan, który nigdy nie dawał plamy w Lidze Mistrzów, ale MU to naprawdę najwyższa półka, nawet bez Ronaldo. Będzie trzeba dużo szczęścia. I takiego magicznego wieczoru, jak w półfinale LM w 2007 roku (3-0 dla mediolańczyków). W Lidze Europejskiej Juventus trafił na Ajax, a Roma na Panathinaikos. Godni rywale, ale absolutnie do ogrania i jestem pewny, że tu Włosi przejdą dalej.

Już możemy rozpocząć odliczanie do piłkarskiej wiosny...


foto: telegraph.co.uk

wtorek, 15 grudnia 2009

Siedmiu wspaniałych. Trenerscy stranieri.

Są absolutnie kluczowymi elementami drużyny piłkarskiej. Wysyłają swoich piłkarzy w bój, ustawiają, sterują ich ruchami. Swoją charyzmą wpływają na budowanie charakteru zespołu i jego cementowanie. To właśnie od wyboru osoby trenera rozpoczyna się z reguły konstruowanie projektu, decyzja ta wskazuje w jakim kierunku będzie iść tworzenie zwycięskiej ekipy. Włosi są przywiązani do rodzimych szkoleniowców, sukcesy ich klubów kojarzone są głównie z takimi nazwiskami jak Lippi, Trapattoni, Capello, Sacchi czy Ancelotti. Warto więc przypomnieć, że również trenerzy zagraniczni pracowali z sukcesami na Półwyspie Apenińskim i wnieśli swój wkład w budowę silnego calcio. Postanowiłem przygotować zestawienie 7 najlepszych nie-włoskich allenatori w powojennej historii Serie A.


7) Cestimir Vycpalek. Świetny piłkarz, grał w Juventusie, Palermo i Parmie. Był pierwszy obcokrajowcem noszącym opaskę kapitańską w historii Serie A. Potem bardzo dobry trener, który wygrał dwa tytuły mistrza Włoch ze "swoim" Juventusem (1972,1973). A przede wszystkim wspaniały człowiek, otwarty, ciepły. Przeżył koszmar obozu w Dachau, a mimo tych wszystkich złych rzeczy, które tam widział (a może właśnie dlatego) był wzorem do naśladowania. Klasę tę pokazywał zarówno na boisku, jak i na ławce trenerskiej, czy w życiu prywatnym. W swojej długoletniej pracy z młodymi chłopakami wychował wielu z nich na porządnych ludzi. Wychował też swojego trenerskiego następcę. Był nim siostrzeniec, Zdenek Zeman. Nie zdążył pewnie przekazać wszystkiego tego co chciał swojemu synowi, który zginął w katastrofie lotniczej 5 maja 1972 roku. Vycpalek zmarł dokładnie 30 lat później, 5 maja 2002. W dniu, gdy swoje 26. scudetto świętował "jego" Juventus.

6) Heriberto Herrera. Trudny charakter (pseudonim "Żelazny sierżant"), ale duża klasa trenerska. Prowadził w swojej karierze wiele klubów w Hiszpanii (m.in. Barcelona, Valencia, Espanyol) oraz we Włoszech (1964-1968 Juventus, 1969-1971 Inter, 1971-1973 Sampdoria, 1973-1975 Atalanta). Ze Starą Damą wygrał scudetto w roku 1967 oraz Puchar Włoch dwa lata wcześniej. Z Interem wywalczył wicemistrzostwo w sezonie 1969/1970, kilka miesięcy później pokazano mu drzwi, bo popadł w konflikt z piłkarzami. Zapamiętany został jako trener wymagający od swoich piłkarzy dużo ruchu, dużo "gry bez piłki", co wkrótce weszło do kanonu nowoczesnego futbolu. Pozostaje pytanie: czy łatwość z jaką popadał w konflikty przeszkodziła Paragwajczykowi w osiągnięciu większych sukcesów, czy może jednak nie osiągnąłby tak dobrych, mimo wszystko, rezultatów bez bycia właśnie "Żelaznym sierżantem"? Pytanie zasadne, Inter w 1970 roku zwolnił Herrerę i kilka miesięcy później świętował scudetto z Giovanim Invernizzim na ławce.

5) Lajos Czeizler. Jeden z najlepszych trenerów Europy pierwszych dekad powojennych. W latach 1942-1948 zdominował szwedzką piłkę z IFK Norrkoping (pięć tytułów mistrzowskich, 2 puchary krajowe). W sezonie 1963/1964 prowadził Benficę i wygrał z nią portugalski dublet. Pomiędzy te przygody przypada jego romans z calcio. Czeizler prowadził w Italii Milan (1949-1952), Padovę (1952-1953), Squadra Azzurra (1953-1954), Sampdorię (1954-1957) oraz Fiorentinę (1957-1957, 1960-1961). Prowadząc rossoneri zwyciężył w Serie A (1951) oraz Coppa Latina (1951). Dla Florencji wygrał w ciągu kilku dni 1961 roku Puchar Włoch i Puchar Zdobywców Pucharów. Triumfów w rozgrywkach europejskich byłoby pewnie więcej, ale pucharowa inicjatywa Gabriela Hanota dopiero trafiała na podatny grunt, gdy Węgier schodził już z futbolowej sceny. 5. miejsce dla Czeizlera to jednocześnie wyróżnienie dla całej fali węgierskich szkoleniowców pracujących w Italii w pierwszych latach powojennych. Wnieśli oni bardzo znaczny aport do rozwoju calcio. Wystarczy dodać, że w latach 1947-1962 tylko podczas jednych rozgrywek (1959-1960) nie mieliśmy węgierskiego szkoleniowca w żadnym klubie Serie A. Między 1951 a 1954 rokiem trzy z czterech tytułów mistrzowskich wygrały ekipy trenowane przez przybysza właśnie z tego kraju (1951 - Milan/Czeizler, 1952 - Juventus/Sarosi, 1954 - Milan/Guttman).

4) Nils Liedholm. Szwedzki "Baron" był nie tylko wybitnym trenerem, ale i miał za sobą wielką karierę piłkarską. Przez 13 lat zakładał koszulkę Milanu współformując legendarne szwedzkie trio Gre-No-Li (Gren-Nordahl-Liedholm). Jako szkoleniowiec prowadził rossoneri, Fiorentinę, Romę i Veronę. W Mediolanie i Rzymie wygrał scudetto. W Romie zdobył też 3 Puchary Włoch i dotarł do finału Pucharu Mistrzów (porażka karnymi z Liverpoolem). Liedholm był ceniony nie tylko jako znakomity szkoleniowiec, ale i jako dżentelmen, zawsze skromie i z uznaniem wypowiadający się o rywalu, prezentujący nienaganne maniery. Był jednym z pierwszych trenerów, którzy wprowadzali we Włoszech wczesne stadia gry strefą w obronie, wzorowane na modelu brazylijskim i holenderskim. W 1997 roku Szwed opuścił na dobre ławkę trenerską, ale nie odsunął się od calcio, był bardzo cenionym komentatorem. Wielki człowiek futbolu, jakże nie pasujący do współczesnej, brudnej piłki. Odszedł od nas dwa lata temu.

3) Vujadin Boskov. Jako piłkarz, gwiazda reprezentacji Jugoslawii, wicemistrz olimpijski, jeden z pierwszych zawodników z tego kraju, który wyjechał na Zachód. Jako trener, wielka legenda, sukcesy w Realu Madryt, sukcesy w Sampdorii Genua. Pracując z doriani w latach 1986-1992 (druga przygoda - 1997-1998 nie była już tak udana) zbudował kapitalną ekipę, która wygrała jedyne w historii klubu scudetto (1991), a także dwa Puchary Włoch, Puchar Zdobywców Pucharów oraz Superpuchar Italii. Łyżką dziegciu w beczce miodu pozostaje finał Pucharu Mistrzów z Barceloną, pechowo przegrany 0-1. Boskovowi jakoś nie było zresztą pisane wygranie tego trofeum. Do finału dotarł też z Realem i uległ Liverpoolowi. Również 0-1. Sampdoria Boskova była ekipą z niezwykle mocną obroną, linią pomocy z proporcjami rozdzielonymi równo między ofensywę a defensywę i wreszcie spektakularnym duetem napastników Mancini-Vialli. Siłą warsztatu Jugosłowianina była też atmosfera jaką wprowadzał w szatni, to, że potrafił znakomicie zarządzać zespołem pod względem mentalnym, karać kiedy trzeba, głaskać, gdy było to konieczne. Do historii przeszedł też jego stoicki spokój i wyważone wypowiedzi, jakie prezentował, szczególnie w pomeczowych wywiadach. Na powtarzające się i upierdliwe pytania dziennikarzy, czekających na jakąś sensacyjną wypowiedź np. o pracy sędziego, zwykł mawiać "karny jest wtedy gdy sędzia zagwiżdże". Albo "koniec meczu jest wtedy gdy sędzia zagwiżdże". A na zapytanie o bramki zdarzało mu się odrzec, swoją łamaną serbo-włoszczyzną: "Gol? Gol jest wtedy, gdy chce tego Bóg". Mnie podoba się inne jego motto. "Wielki piłkarz widzi autostrady tam, gdzie inni tylko ścieżki". Proste, trafne. Genialne.

2) Sven Goran Eriksson. Kolejny chłodny, dystyngowany Szwed na naszej liście. Prywatnie jednak gorącokrwisty kochanek, bohater licznych podbojów miłosnych. Ale, co najważniejsze, przede wszystkim znakomity trener. Osiągał świetne rezultaty z IFK Goteborg i Benficą. Passę kontynuował po przybyciu do Włoch. Coppa Italia i wicemistrzostwo Włoch z Romą (1986), potem praca z Fiorentiną, powrót do Benfici (finał Pucharu Mistrzów) i znów Italia: Sampdoria (Puchar Włoch i 3 miejsce w lidze), a przede wszystkim Lazio. Prezydent Sergio Cragnotti wybrał Erikssona na architekta wielkiej drużyny. I nie zawiódł się. Lista sukcesów mówi sama za siebie: Mistrzostwo Włoch (2000), dwa razy Coppa Italia (1998, 2000), dwa razy Superpuchar Włoch (1998, 2000), Puchar Zdobywców Pucharów (1999), Superpuchar Europy (1999). Wspaniały marsz odbyty z takimi gwiazdami jak Salas, Mancini, Veron, Nesta czy Nedved w składzie. Szwed potrafił utrzymać tę ekipę w ryzach, dzielić minuty gry między zawodników. A przede wszystkim nadać tej drużynie ostateczny, właściwy szlif: 4-4-2, konsekwencja, świetna organizacja gry, wyważone proporcje, mnóstwo akcji skrzydłami (i to jakimi: Nedved i Conceicao!). W 2000 roku Szwed dał się skusić angielskiej federacji i tu zaczęła się dla niego równia pochyła. Szkoda, mógł jeszcze sporo osiągnąć w Italii. Z biancocelesti i nie tylko.

1) Helenio Herrera. Wątliwości być nie mogło. Herrera to bez wątpienia najwybitniejszy zagraniczny szkoleniowiec jaki pracował w Serie A. Jako jedyny straniero wygrał z włoskim klubem Puchar Mistrzów. Był gwiazdą swoich czasów, znakomicie opłacaną, brylującą w mediach. Jose Mourinho lat 60-tych? Jego filozofia futbolu opierała się na solidnej defensywie (udoskonalił catenaccio wymyślone przez Szwajcara Rappana i sprowadzone do Włoch przez Padovę Nereo Rocco, późniejszego szkoleniowca Milanu) i szybkich kontratakach. Do perfekcji doszlifował rolę libero, którą idealnie wykonywał w jego taktyce Armando Picchi (o który wspominałem TU). Był jednym z pierwszych szkoleniowców doceniajacych rolę i sens wykorzystywania psychologii w sporcie, doskonałym motywatorem i komunikatorem. Lista sukcesów w Interze Mediolan jest chyba jednoznaczna: 3 razy scudetto, 2 razy Puchar Mistrzów, 2 razy Puchar Interkontynentalny. W Romie było gorzej: tylko Coppa Italia i mało znacząca Coppa Anglo-Italiana. Ale już awans do finału Pucharu Zdobywców Pucharów przegrał tylko rzutem monety. Pamiętacie z kim? Dodajmy też, że sukcesy odnosił również w Hiszpanii, z Atletico Madryt i Barceloną. Do tego prowadził drużyny narodowe Włoch i Hiszpanii. Niesamowity facet, który chyba trochę wyprzedził swoją epokę. Aktualnie pewnie przebiłby na głowę Mourinho, bo szum wokół siebie robił nie mniejszy, a trenerem był chyba dużo lepszym. Po prostu: szacunek dla "Mago".


Blisko listy znaleźli się tacy szkoleniowcy jak Anglik Jesse Carver (Juventus - scudetto, Lazio, Roma, Inter, Torino), wspomniani Węgrzy Gyorgy Sarosi i Bela Guttman (wygrał Puchar Mistrzów z Benficą Eusebio!), Brazylijczyk Luis Vinicio (Napoli - Puchar Włoch, Lazio, ofensywny futbol w stylu "holenderskim") czy Jugosłowianin Ljubisa Brocic (scudetto z Juve). Szanse na znalezienie się na następnej liście (kiedy powstanie? za 20 lat?) ma Jose Mourinho, jeśli nawiąże do sukcesów swojego "protoplasty", Helenio Herrery.

Specjalnie wyróżnienie przyznać chciałem Zdenkovi Zemanowi. Nie wygrał on we Włoszech żadnego tytułu, ale spektakularna gra, jaką prezentowały pod jego wodzą Foggia, Lazio czy Lecce przeszła do historii. To była prawdziwa ofensywna orgia, obowiązkowo w systemie 4-3-3 i obowiązkowo z okrutnie dziurawą defensywą. Zeman jako pierwszy mówił głośno o aferze dopingowej w Juventusie, czy też przekrętach i załatwianiu sędziów i obserwatorów, co później wyszło na jaw w aferze calciopoli (ostatnio mieliśmy pierwsze wyroki i 3 lata dla działacza Starej Damy, Antonio Giraudo). Czech zawsze mówił prostu z mostu to co czuł, nigdy nie owijał w bawełnę. Narobił sobie przez to wrogów, odbiło się to na jego karierze szkoleniowej. Ale za piękny futbol oraz szczere i trafne sądy - po prostu wielki respekt


foto: futbolistadigital.com
, myjuve.it, juvepoland.com, rankopedia.com, wikimedia.org, biografieonline.it, iffhs-media.de, sport.tom.com