czwartek, 11 listopada 2010

Koniec ery Gasperiniego


4 grudnia 1989 roku, zdaniem nazbyt chyba optymistycznej wówczas aktorki Joanny Szczepkowskiej, w Polsce skończył się komunizm. 8 listopada 2010 roku, zdaniem chyba wszystkich obserwatorów calcio, skończyła się pewna epoka w historii Genoi. Pracę stracił Gian Piero Gasperini.

Znaczenie tego faktu nie zamyka się w spostrzeżeniu, że Gasperini był, do poniedziałku, najdłużej pracującym w jednym klubie szkoleniowcem Serie A.

Trener ten zapisał się złotymi zgłoskami w historii jednego z najbardziej utytułowanych włoskich klubów.

Spójrzmy na liczby.

Po 12 latach przerwy przywrócił Genoi Serie A.

Po 17 latach przerwy wprowadził drużynę do Europy.

Wygrał po 7 latach przerwy derby. Ba, wygrał trzy pojedynki derbowe z rzędu. Pamiętajmy, jak wielkie emocje wywołują one w tym portowym mieście. Tylko derby Rzymu biją je w tej kategorii.

Gasperini to dość niezwykły jak na Włochy trener. Jego filozofia futbolu przypomina trochę tę, wyznawaną przez Zdenka Zemana. Ofensywna, oparta na atakowaniu trzema napastnikami, traktująca stracone bramki i ewentualne dziury w defensywie jako koszty uboczne gry "na tak". To ciekawe, bo Gasperini to produkt myśli szkoleniowej Juventusu, tradycyjnie bardziej nastawionej na rezultaty niż styl.

W Genui potrafił to wszystko połączyć i utrzymywać w taktycznych ryzach. Pod tym względem to czołówka szkoleniowców na Półwyspie.

Od początku tego sezonu widać było, że coś w tym wszystkim nie funkcjonuje. Genoa męczyła się na boisku, nie potrafiła zdominować rywala, rozerwać go szybkimi, oskrzydlającymi akcjami. Zmęczenie materiału? Trener nie miał już wpływu na drużynę? Formuła wyczerpała się?

Być może. Tak chyba uznał prezydent Enrico Preziosi. Kiedyś mówił, że Gasperini będzie jego Alexem Fergusonem. Nie starczyło mu cierpliwości, choć, jak na włoskie standardy, dał długo popracować szkoleniowcowi.

Przed sezonem pisałem, że dużym problemem tego klubu jest coroczna rotacja w kadrze. Preziosi sprzedaje kluczowych piłkarzy i ściąga na ich miejsce nowych. Raz, może dwa razy ten manewr nie rozłoży drużyny na łopatki. Ale na dłuższą metę to mało ambitne i destrukcyjne.

Tak było w Genoi. Ile razy Gasperiniemu udawało się fajnie poskładać zabawkę, tyle razy mu ją rozbierano i zmuszano do składania od nowa. Często z coraz gorszych i coraz bardziej przypadkowych elementów.

Decydujący głos w tych kwestiach miał chyba z reguły kontrowersyjny prezydent, więc przede wszystkim to on powinien uderzyć się w piersi.

4,5 roku pracy Gasperiniego w cieniu słynnej latarni morskiej to wspaniały okres dla Genoi. Kibice grifoni nadal nie mogą uwierzyć w to, że doszło do tej zmiany.

Nowym szkoleniowcem został mianowany Davide Ballardini. Wszyscy oceniają go przez pryzmat nieudanej przygody z Lazio. Warto jednak pamiętać, że gdy obejmował drużyny w trakcie sezonu (Cagliari, Palermo), to potrafił dać pozytywny impuls. Materiał ludzki ma do dyspozycji niezły, więc nie zdziwi mnie marsz rossoblu w górę tabeli.

Allegri wyciąga wnioski?


Dobry nastrój panuje ostatnio w Milanello. Milan nie przewodził ligowej tabeli na tym etapie rozgrywek od dwóch lat. Wygrał dwa ostatnie mecze ligowe (3-2 z Bari, 3-1 z Palermo). Konkurencja ligowa kuleje, szczególnie radośnie wita ta część miasta widok ranionego dość mocno Interu.

Powiedzmy sobie szczerze: Milan nie ma szans na wygranie Ligi Mistrzów. Rok temu pisałem tak o Interze, ale z perspektywy czasu zauważyć jednak trzeba, że ówczesny Inter miał dwie rzeczy, których obecny Milan nie posiada. Po pierwsze, charyzmatycznego trenera. Nic nie ujmuję tu Allegriemu, który jest materiałem na znakomitego szkoleniowca, ale jednak Mourinho był tym liderem, który pociągnął za sobą zespół w kierunku wyznaczonego celu.

Po drugie, Inter miał grupę piłkarzy niezwykle spójną, niezwykle silną fizycznie i psychicznie, w tej akurat dziedzinie najlepszą wówczas, obok Chelsea, w Europie. Milan ma w składzie dużo talentu, ale mniej jednak niż np. Barcelona czy Real. O walorach fizycznych drużyny pisałem już wielokrotnie. Każdy zresztą zna specyfikę wiekową kadry rossoneri.

Biorąc pod uwagę powyższe, Milan musi skupić się na walce o scudetto. Inter zdaje się być, z opisanych poniżej względów, słabszy niż w poprzednich sezonach. Zresztą pojedzie jeszcze na klubowe mistrzostwa świata, a i pewnie rzuci wiosną wszystkie siły na obronę tytułu klubowego mistrza Europy.

Nie mówię, że Milan ma Ligę Mistrzów odpuścić. Zabrania tego wspaniała pucharowa tradycja klubu, ale i ambicje fanów i właściciela.

Milan musi natomiast uzmysłowić sobie, że scudetto jest absolutnie celem numer 1. Bo jest celem realnym.

Poza Interem, który skład ma najsilniejszy, ale mocno przetrzebiony, z ekipą Allegriego kadrowo może równać się tylko Roma. Wydaje się, że giallorossi złapali rytm i mechanizmy w grze (jak co roku, w okolicy derby), ale na ich niekorzyść gra niepewna sytuacja organizacyjna klubu (ogromne poślizgi w wypłatach), mentalność "wiecznych przegranych" (z trenerem Ranierim włącznie) i proste połączenie matematyki z logiką, które mówi, że nie będą oni już w stanie powtórzyć fantastycznego ubiegłorocznego marszu.

Wszystko to gra natomiast na korzyść Milanu.

Musi on maksymalnie wykorzystać atuty jakie ma, a które w równającej w dół Serie A mogą mu pozwolić osiągnąć końcowy sukces.

Pisałem w ostatnich tygodniach, że nie wiem jaki jest pomysł Allegriego na grę Milanu. A nawet jeśli się domyślam, to pewne wewnątrzklubowe uwarunkowania mogą zakłócić proces allegrizowania drużyny.

Ostatnie 2-3 mecze zdają się zaprzeczać tej tezie.

Generalnie uważam (i w tym kierunku zmierza chyba trener), że rossoneri muszą wystawiać jak najbardziej fizyczny środek pomocy. Po powrocie do formy Flaminiego domagam się jego jak najczęstszych występów, podobnie jak maksymalnie wykorzystać trzeba Boatenga. Grę raz w tygodniu powinni też wytrzymać Ambrosini i Gattuso.

Tercet napastników jest możliwy do udźwignięcia tylko przez dynamiczną i twardą linię pomocy. Wymagania, wyrażane explicite bądź też podprogowo, przez premiera Berlusconiego to jedno. Racjonalne podejście to drugie.

W ostatnich meczach Allegri grał swoim ulubionym 4-3-1-2 z Seedorfem jako trequartistą. Holender ma kapitalne nogi, przegląd pola, ale fizycznie nie udźwignie gry przed linią obrony. Słusznie więc trener szuka mu miejsca bliżej pola karnego rywala.

Niezależnie od ustawienia w kolejnych meczach (4-3-1-2, 4-3-3) silna fizycznie i dużo biegająca linia środkowa będzie kluczem. Zarówno jeśli chodzi o podpórkę dla formacji ataku, jak i spełnianie funkcji filtra dla nie zawsze stającej na wysokości zadania defensywy.

Allegri musi teraz wytrzymać napięcie. Dopóki będzie wygrywać, wszystko będzie ok. Przy pierwszych niepowodzeniach zaczną się narzekania, żądania zmasowanej ofensywy (tak, jakby liczba napastników decydowała o ilości zdobytych bramek), zmian kadrowych i taktycznych. Od chłodnej głowy młodego szkoleniowca zależeć będzie, czy Milan do samego końca powalczy o 18. w swojej historii scudetto.

Cierpienia Interu


Ciężkie nogi, zmęczona głowa, kruche mięśnie i kości. Brak radości z gry, niezadowalające wyniki. Kilka miesięcy po wygraniu historycznego Triplete Inter znajduje się w diametralnie innym nastroju i położeniu. Drużynie tej nie idzie, męczy się na boisku, nie ma szczęścia. Nie ma też czasu na zresetowanie głów, a to byłoby w ich przypadku konieczne. Tymczasem mecz goni mecz. Serie A, Liga Mistrzów, a wkrótce klubowe mistrzostwa świata. Jak poskładać to do kupy?

Problemy Interu to pokłosie między innymi kłopotów kadrowych. Zawodnicy są zmęczeni, łatwo łapią urazy. Wesley Sneijder, który zemdlał w przerwie meczu z Brescią, jest tragicznym symbolem wykończenia piłkarzy, których zdrowie naruszyła pogoń za Ligą Mistrzów i scudetto, a ostatecznie załamały je mistrzostwa świata. Fatalną kontuzję Waltera Samuela można tłumaczyć pechem, ale zastanawia jednocześnie ogromna ilość urazów mięśniowych. To tylko wycieńczenie długim, zwycięskim sezonem, okraszonym jeszcze mundialem? Czy może jednak jakieś błędy w przygotowaniu? Może organizmy zawodników źle zareagowały na zmianę systemu pracy. Benitez lubi na przykład, w przeciwieństwie do Mourinho, zaordynować piłkarzom wizyty na siłowni z niemałym naciskiem na poprawianie siły statycznej. Może ma to jakiś związek z liczbą kontuzji?

Może wyczerpane ciała piłkarzy odmawiają więc posłuszeństwa właśnie ze względu na zmianę rytuału treningowego? Na pewno jednak kluczową rolę odgrywa tu ogólne zmęczenie psychofizyczne. Osiągnięcia Interu w poprzednim sezonie były niezwykłe. Triumfował na trzech frontach grając praktycznie 16-17 piłkarzami. Prędzej czy później to musiało wyjść bokiem. I o ile pytanie o to, czy odejście charyzmatycznego Mourinho nie pozostawiło pustki w sercach piłkarzy osieroconych przez wodza jest być może zasadne, o tyle nie wierzę jednak, że The Special One byłby w stanie nadal tak wiele wyciskać z tej drużyny także jesienią 2010 roku. Portugalczyk odszedł do Madrytu w najlepszym dla siebie momencie. Tak, jak kiedyś z Porto.

Rafael Benitez, którego uważam za wysokiej klasy fachowca, pracuje uczciwie nad łataniem tych wszystkich dziur. Inter stara się grać w piłkę, widać jednak, że nogi nie nadążają za sercem. Większość piłkarzy jest "pod formą", gra gorzej niż w poprzednich rozgrywkach. Może za wyjątkiem Eto'o. Jak na dłoni widać też, jak kiepsko wykorzystano letnie mercato. Świeżą krew trzeba wpuścić do drużyny zawsze, także do tej mistrzowskiej. Tymczasem nie zapełniono nawet luki po odejściu świetnego jokera, jakim był Balotelli. Wyzwolenie motywacji w grupie ludzi, która wygrała wszystko, to zadanie doprawdy karkołomne. Szczególnie, gdy grupa ta pozostała nietknięta i sprawia wrażenie dość hermetycznej.

Konieczne jest naprawienie tych wszystkich błędów w zimie. Rafa zapowiedział już, że obiecano mu wzmocnienie kadry. Co jednak zrobić, by nie ponieść do tego czasu zbyt dużych strat? Inter męczy się w Serie A, strzela mało bramek, zaskakująco słabo punktuje. Męczy się też w Lidze Mistrzów. Żal było patrzeć, jak po nerazzurri przebiegł się dość przeciętny zespół, jakim jest Tottehnam. Czas ucieka, a pole manewru jest niespodziewanie małe. Przy rytmie grania co trzy dni ciężko popracować nad formą fizyczną piłkarzy. Pozostaje trening mentalny. Ale czy Benitez będzie potrafił otworzyć tych chłopaków?

czwartek, 4 listopada 2010

Włoski tydzień

Włoski tydzień. Będzie pasta, wino, śpiew i kobiety. Będzie też calcio, przede wszystkim. Wracam za tydzień, postaram się wtedy skomentować weekendowe wydarzenia w naszej ulubionej lidze. A presto!

poniedziałek, 1 listopada 2010

Dokąd dofrunie Lazio ?


"Mają mnóstwo szczęścia, nie grają nic rewelacyjnego. Jeśli nie wyprzedzimy ich w tabeli na koniec rozgrywek, oddam kibicom pieniądze za karnety".

"Grają catenaccio, mają farta. Do Świąt Bożego Narodzenia miniemy ich w tabeli".

Cytat nr 1 - Massimo Cellino, prezydent Cagliari. Cytat nr 2 - Maurizio Zamparini, właściciel Palermo.

O kim mowa? Kto jest rzekomo taki słaby? Lazio, zdecydowany lider Serie A.

Obaj panowie są zdecydowani w swoich sądach. Ale mylą się. Ich drużyny nie wyprzedzą rzymian w tabeli. Ani przed choinką, ani przed nastaniem wakacji. Mam w ogóle coraz większe przekonanie, że wyprzedzenie w tabeli Lazio to będzie naprawdę ciężkie zadanie dla prawie wszystkich drużyn.

Zespół Edoardo Reji nie wygra pewnie scudetto, być może spadnie z podium. Będę jednak bardzo zdziwiony, jeśli nie załapie się w czołowej czwórce. Przed sezonem typowałem biancocelesti na jedną z niespodzianek tego sezonu. Ale nawet ja nie sądziłem, że Lazio może być tak mocne.

Oglądając mecze z ich udziałem rzuca się w oczy spójność tej grupy ludzi. Zarówno taktyczna, jak i mentalna. Lazio gra chyba najlepiej poukładany futbol we Włoszech, nie rzuca na kolana fajerwerkami technicznymi, nie specjalizuje się w bieganiu bez sensu. Czasem po prostu mądrze stoi, a jeszcze częściej mądrze przesuwa się po murawie. Piłkarze walczą, z pokorą gryzą trawę i pomagają jeden drugiemu. Żadnych zbędnych ruchów, naiwnego entuzjazmu. Chłodna kalkulacja, rzetelna praca.

Ten sezon zapowiada się trochę dziwnie. Inter nie budzi jakoś takiego respektu jak w kilku poprzednich latach, Juventus nie ma składu na mistrza. Milan to ciągle chaotycznie zabałaganiony warsztat, który trzeba uporządkować. Nie tylko piłkarsko, ale i pod względem ludzkim. Kto wie, może taki stan rzeczy jest niepowtarzalną szansą dla ekip z drugiego planu?

Wielkie słowa uznania dla Edoardo Reji, który scalił szatnię, poustawiał drużynę taktycznie, mądrze rotuje systemami i personaliami. Równie duże brawa dla prezydenta Lotito i dyrektora sportowego Tare. Kiedy trzeba było, potrafili w ostatnich killkunastu miesiącach sypnąć groszem (Zarate, Floccari, Hernanes). Byli też w stanie wyszukać piłkarzy stosunkowo tanich, ale jakże kluczowych dla układanki Reji (Andre Dias, Biava, czy wcześniej Lichsteiner).

Patrząc na przykład na takiego Andre Diasa, człowiek zastanawia się, jak to możliwe, że taki facet tak długo siedział w Brazylii? Naprawdę - gość jest świetny. Twardy, nie do pobicia w powietrzu, kapitalnie grający wślizgiem. Jego interwencja na Maccarone we własnym polu karnym w końcówce niedzielnego meczu liczy się praktycznie jako zdobyty gol. Jak on mu wygarnął tę futbolówkę?

W niedzielę derby Rzymu. To będzie wielki egzamin dojrzałości dla Lazio. Sądzę, że go zdadzą. Roma gra przeciętnie, atuty piłkarskie będą po stronie biancocelesti. Roma musi rzucić na szalę całe swoje serce i charakter (a piłkarzy charakternych w składzie bez wątpienia posiada). Nie zagra zawieszony Totti i tu matematyka jest dla zespołu Ranierego łaskawa. Gdy Il Capitano pauzuje, jego koledzy częściej wygrywają z lokalnym rywalem.

Totalnie rozczarowuje mnie Milan. Mecze z Realem i Juve pokazały, że ta drużyna nie ma absolutnie podstaw, by myśleć o wygraniu czegokolwiek. Być może to zbyt mocna teza, ale tak to widzę. Szkoda mi trochę Massimiliano Allegriego. To naprawdę dobry trener. Praca w Milanie to jednak niewdzięczne zadanie. Jest tam właściciel, któremu wydaje się, że zna się na piłce jak nikt na świecie. Są wreszcie w szatni stare drzewa, które zapuściły korzenie tak mocno, że nie tylko nie da się ich przesadzić, ale i nawet posadzić na ławce nie sposób. Allegri stara się godzić swoje koncepcje z tymi uwarunkowaniami, ale nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że nie udaje mu się myśleć suwerennie.

Gennaro Gattuso to fajny facet, 5-7 lat temu był nawet niezłym piłkarzem. Ale w tym momencie jest absolutnie NIE DO POKAZANIA w poważnym meczu. Andrea Pirlo fizycznie też już wygląda coraz gorzej i dopóki nie będzie miał u swego boku dwóch zasuwających jak motorki wyrobników kryjących mu plecy, to będzie tracił siły na obijanie się o rywali, zamiast na rozgrywanie piłki. Jednoczesna gra Pato, Robinho i Ibrahimoviciem to taktyczne samobójstwo, które musi się skończyć źle w starciu z nieźle zorganizowanym rywalem, jakim jest dla przykładu Stara Dama.

Widać tam rękę Luigi Del Neriego. Juventus zaprezentował się w sobotni wieczór jak prawdziwa drużyna. Mimo osłabień kadrowych wywiózł trzy punkty z San Siro w sposób zasłużony. Po pierwsze, bo bardziej tego chciał. Po drugie, bo miał jakiś pomysł na ten mecz. Del Neri potrafił skorygować ustawienie drużyny po kiepskich pierwszym kwadransie ("obniżenie" linii pomocy, która na początku była infiltrowana podaniami adresowanymi między nią a formację defensywą), potrafił też właściwie zareagować na problemy z urazami w trakcie gry (przejście na 4-3-1-2). Felipe Melo nakrył Pirlo czapką. Brazylijczyk zrobił gigantyczny skok jakościowy w porównaniu do poprzedniego sezonu. Kolejny punkt dla doświadczonego szkoleniowca.

Żeby nie było zbyt różowo - Juventus nie ma jeszcze drużyny na scudetto i to rozumie w Turynie chyba każdy. To jeszcze nie ten sezon. Stara Dama pewnie potraci jeszcze sporo punktów w taki sposób, jak tydzień temu z Bologną. Odbijając się od autobusu postawionego przez słabszego rywala. Na meczu z Juve każdy w lidze spina się szczególnie. To taka stara, świecka tradycja i zespół Del Neriego musi o tym pamiętać.

Bardzo negatywnie zaskoczył mnie Antonio Cassano. Spodziewałem się, że słynne cassanate to już przeszłość i więcej nie usłyszymy o awanturze z udziałem tego piłkarza. Tymczasem okazuje się, że mimo 28 lat na karku, żony w ciąży i świetnej formy sportowej, z Antonio nadal wyłazi czasem mały Antoś, tak dobrze znany fanom Romy czy Realu. Zbesztanie prezydenta swojego klubu, tak spokojnej osoby jak Riccardo Garrone, wejdzie pewnie do czołówki listy przewin Cassano. Sampdoria wyraziła już wolę rozwiązania kontraktu z krnąbrnym piłkarzem. Ten kaja się, gotów zrezygnować nawet z części zarobków, by tylko pozostać w Genui. Podejrzewam, że Fantantonio z Sampdorii jednak nie odejdzie. Gdzie będzie mu lepiej? I kiedy klub ten doczeka się większej gwiazdy? Pewnie nieprędko.

W Serie B rewelacyjnie poczyna sobie Novara, która nie tylko lideruje, ale i gra doskonały, ofensywny futbol. O duet strzelców Bertani-Gonzalez pyta już ponoć połowa Serie A. Patrzę na tę drużynę z sympatią, mam w Novarze znajomych, zresztą zapalonych fanów. Dostałem nawet od nich kilka prezentów związanych z tym klubem (książki, płyty). To chyba dobry czas, by zabrać się do lektury. Najwybitniejszym graczem Novary w jej ponad 100-letniej historii był wielki Silvio Piola. Wygląda na to, że jego następcy piszą kolejny, piękny rozdział tej opowieści. Powodzenia.

Edycja: Byłbym zapomniał. Gol kolejki. Sanchez czy Dias?



foto: interia.pl, calciopro.com

wtorek, 26 października 2010

Przeprowadzka


Nie blogowa, taka w prawdziwym świecie. Wrócę do blogowania gdy już ogarnę się na nowej lokalizacji;)

poniedziałek, 18 października 2010

Palermo jest piękne! Del Piero niczym Boniperti


7. kolejka Serie A przebiegła raczej bez zaskoczeń. Mam zresztą wrażenie, że powoli mamy do czynienia z kształtowaniem się tabeli w taki sposób, jaki będzie obowiązujący przez dłuższy czas. Wielka trójka z Północy, Inter, Milan oraz Juventus wygodnie sadowią się w czołówce, otoczeni przez prezentujące na początku rozgrywek dobrą formę Lazio, Palermo i Napoli. Gdy do grupy tej dojdzie jeszcze Roma (a tak chyba się stanie), to po odpowiednich w niej przetasowaniach utworzy się peleton, który rozegra między sobą walką o zaszczyty. Z wielką trójką jako głównymi faworytami do wygrania scudetto.

Dwie drużyny, które najbardziej zaimponowały w tej serii spotkań to Palermo i Juventus. Rosanero grają w tym momencie najefektowniejszy futbol we Włoszech, najłatwiej i najładniej kreują sobie sytuacje bramkowe. I strzelają najpiękniejsze gole. Javier Pastore zaczyna przerastać tę drużynę, sądzę, że to jego ostatnie miesiące na gorącej, sycylijskiej ziemi. O Iliciciu już pisałem, dziś chciałbym zwrócić uwagę na grę tercetu środkowych pomocników Bacinović-Nocerino-Migliaccio. Uzupełniają się bardzo dobrze, pilnują, by ofensywny tercet mógł spokojnie rozwijać skrzydła. Nocerino jest zresztą chyba w życiowej formie i mocno aspiruje do gry w reprezentacji Włoch.

Luigi Del Neri powoli modeluje Juventus na swoją modłę. Rozbicie Lecce to niekoniecznie wielki wyczyn, co pokazał w pierwszej kolejce Milan, ale i tak ręce same składały się do oklasków po dynamicznych, oskrzydlających akcjach Starej Damy. Krasić kapitalnie wprowadził się do ligi, ale ja chcę podkreślić bardzo dobrą grę Felipe Melo, który zdobywał się nawet na rzadkie u niego długie, krzyżowe przerzuty. Przywrócenie Brazylijczyka "do życia" to wielki sukces szkoleniowca (fajna fotka). Innym bohaterem popołudnia był Alessandro Del Piero. 178 gol. w Serie A oznacza wyrównanie dorobku legendy Juventusu, Giampiero Bonipertiego (444 mecze ligowe w latach 1946-1961). Complimenti!

Gol Alexa

Kolejny raz cyniczną twarz pokazało Lazio, które zagrało tak, jak trzeba grać przeciw Bari Ventury. Zablokować im boki, nie dać rozwinąć skrzydeł. Wyczekać, a potem zabrać piłkę. Rzymianie przyczaili się cierpliwie na swoją szansę, a jak już przycisnęli, to szybko zdobyli dwie bramki po składnych akcjach. Kilku graczy biancocelesti jest w wielkiej formie, ale nawet jeśli dyspozycja psychofizyczna ekipy Reji się obniży, to jakość piłkarska tej drużyny jest na tyle wysoka, że 4. miejsce zaczyna nabierać całkiem realnych kształtów. W górę idą też akcje Lazio na giełdzie. Dziś osiągnęły rekordowy w całej historii poziom 0.90 euro.

Milan zrobił swoje, aczkolwiek drużyna ta jest jeszcze daleka od stopnia przewidywalności i powtarzalności, które oczekiwałbym od niej. Są momenty przestojów, jest całkiem sporo słabych punktów, którzy lepsi rywale bezlitośnie wykorzystają. Wrażenie robi na pewno współpraca Pato z Ibrahimoviciem i pojedyncze sztuczki Ronaldinho. Wątpliwości budzi, jak dla mnie, linia pomocy, nadal zbyt statyczna. No i boki obrony. Teraz przed Milanem wielki egzamin na Santiago Bernabeu. Obawiam się, że powtórzenie wyniku sprzed roku (3-2) będzie niemożliwe.

Numer Ronaldinho

Powoli loty obniżać zaczynają beniaminkowie, co zaskakujące specjalnie nie jest, natomiast załamująca jest postawa Fiorentiny, na grę której nie da się patrzeć. Nie ma tam żadnego pomysłu, akcje ofensywne kończą się po kilku podaniach, mnożą się błędy w obronie. Sinisa Mihajlović zaczyna ryzykować posadą. Gdzie podziała się Fiorentina z poprzednich sezonów? Czyżby umarła wraz z odejściem Cesare Prandellego? Zastanawia też postawa Parmy. Nie da się wszystkiego tłumaczyć błędami sędziowskimi, kontuzjami i pechem, a takie głosy słyszę z Ennio Tardini. W Parmie po cichu marzono o pucharach, wygląda na to, że rzeczywistość może okazać się o wiele bardziej przyziemna.

Gol kolejki. Zdecydowanie Pastore, ale pięknie też Ilicić. Tak jak pisałem, Palermo jest piękne!

Top 5


foto: corrieredellosport.it