poniedziałek, 14 grudnia 2009

Melo drewienkiem AD 2009


Złota Piłka, Piłkarz Roku FIFA, Złoty But. Co 12 miesięcy mądre głowy całego świata rozdają prestiżowe nagrody międzynarodowego futbolu wyróżniającym się zawodnikom. We Włoszech na piłce zna się każdy, więc i "makaroni" mają swoją statuetkę. Ale nie dla gwiazdy, nie dla idoliatłumów. Radiosłuchacze audycji "Catersport" w stacji Rai Radio 2 decydują każdego grudnia, drogą sms-ową, kto w mijającym roku zawiódł najbardziej, kto zasłużył na tytuł Bidone D'Oro. W wolnym tłumaczeniu przyjmijmy po prostu, że wybierają oni Drewniaka Roku:)

Lista poprzednich laureatów jest, wcale nie na żarty, imponująca. Byli to: Rivaldo (2003), Legrottaglie (2004), Vieri (2005), Adriano (2006 i 2007) oraz Quaresma (2008).

W tym roku piłkarską Złotą Malinę dostał pod choinkę pomocnik Juve, FELIPE MELO. Kibice uznali, że 25 mln euro, jakie za niego zapłacono to jakiś kiepski żart. Brazylijczyk będzie musiał jakoś żyć z tym piętnem, choć przyznajmy, że znalazł się przecież w zacnym gronie.

Oto pierwsza "dycha":


1 Felipe Melo 22,87 % 4.289
2 Quaresma 20,63 % 3.868
3 Tiago 9,99 % 1.873
4 Dida 9,56 % 1.792
5 Mancini 9,39 % 1.760
6 Huntelaar 6,84 % 1.283
7 Ronaldinho 6,07 % 1.139
8 Poulsen 6,06 % 1.137
9 Carrizo 4,37 % 819
10 Julio Baptista 4,22 % 792

TOTALE
18.752

Liczba obok procentów oznacza sumę SMS-ów.


foto: radio.rai.it

niedziela, 13 grudnia 2009

Niedziela. Wielkie Palermo na San Siro


"Palermo zasłużyło na zwycięstwo zarówno pod względem taktycznym, jak i fizycznym. W drugiej połowie stworzyli sobie lepsze okazje niż my". Pomeczowy komentarz Leonardo mówi sam za siebie. Zwycięska passa Milanu kiedyś musiała się skończyć i stało się to dziś na San Siro w starciu z sycylijczykami (0-2). Milan wyglądał na drużynę zmęczoną i pozbawioną dynamiki, Palermo na ich tle prezentowało się jak ekipa atletów. Oba gole to zasługa Miccoliego, który najpierw popisał się kapitalnym uderzeniem po długim rogu, a potem świetnym podaniem stworzył przewagę w polu karnym rywala, którą wykorzystali na spółkę Pastore i Bresciano. Na wyniku w pewnym stopniu zaważyły też kłopoty zdrowotne Pato, który wszedł na murawę dopiero przy stanie 0-1. W zespole Palermo świetną partię rozegrał kolejny piłkarz (po Meggiorinim z Bari), którego w ostatniej chwili skreśliłem z listy talentów, bramkarz Sirigu. Nie ma to jak mobilizacja ze strony calciobaru ;)

Wpadek Juventusu i Milanu nie potrafił w pełni wykorzystać Inter. Remis w Bergamo z Atalantą (1-1) to strata punktów na własne życzenie, bo nerazzurri długo prowadzili 1-0 (gol Milito - świetnie zachował się w polu karnym), potrafili w miarę nieźle utrzymać się przy piłce, ale nie chcieli, lub nie potrafili, zamknąć meczu. I zostali za to ukarani w końcówce, w momencie gdy nic na to nie wskazywało (gol Tiribocchiego - błąd w ustawieniu Lucio). Ale punkt ten, w obliczu innych rezultatów, jest do zaakceptowania. Tym bardziej, że ostatnie pół godziny goście grali w "10" po czerwieni dla Sneijdera. O kartkę tę pretensje miał zastępujący zawieszonego Mourinho Giuseppe Baresi. Znów zwalanie winy na arbitrów? Sam Portugalczyk starł się werbalnie po meczu z jednym z dziennikarzy w okolicy klubowego autokaru. Skąd ta nerwowość, w końcu Inter dominuje w lidze, a w Champions jest w 1/8 finału?

W końcu wygrało Lazio (1-0 z Genoą). Udało się to po 13. kolejkach bez smaku sukcesu. Było to zwycięstwo zasłużone, bo grifoni w niczym nie przypominali ekipy, która dwa tygodnie temu rozbiła Sampdorię. Goście mieli raptem jedną okazję (słupek Jurica po rękach Muslery - świetna parada Urugwajczyka!), a poza tym skupiali się na ostrej grze, stąd sporo żółtych i jedna czerwona kartka (30 sekund po słupku Jurica). Gospodarze mogli wygrać wyżej, ale po usunięciu Bocchettiego przestali stwarzać okazje i cofnęli się, co było głupotą i niepotrzebnym ryzykiem. Imponująca bramka Kolarova! Serb pokazał w tej akcji to co ma najlepszego - dynamika, siła i potężne uderzenie. A warto dodać, że piłkarz ten, po szybkim zejściu Brocchiego, występował na nietypowej dla siebie pozycji, w środku pomocy. Strefa spadkowa oddaliła się, trochę optymizmu w błękitnej części Rzymu, od czasu przejścia na ustawienie 3-4-1-2 lepiej wygląda gra obronna. A grifoni nadal chimeryczni.

Tymczasem na 4. miejscu w tabeli coraz mniej zadomawia się Parma! Kto postawiłby na to pieniądze przed sezonem? Z Bologną udało się wydrzeć zwycięstwo rywalowi, który chyba zasłużył na remis (skończyło się na 2-1). Do przerwy prowadzili goście, po dość zabawnym golu zdobytym z kontry - przy rzucie rożnym dla gospodarzy prawie cały zespół (w tym stoperzy) pobiegł do przodu i nagle okazało się, że nie ma komu bronić własnej bramki.Mecz odmieniło wejście Amoruso, który toczył siłowe boje ze stoperami gości i stwarzał miejsce kolegom z drużyny. On też zdobył zwycięską bramkę (wcześniej przestrzelił karnego). Pierwszego gola dla gialloblu' zdobył Panucci. I jak tu nie określać Parmy idealnym połączeniem młodości z rutyną? Najlepsi w obu ekipach: Galloppa - Viviano.

Pogrąża się Udinese. Dla mnie to jeszcze większe rozczarowanie niż Lazio. Choćby dlatego, że friulani zawsze, niezależnie od wyniku, bawili kibiców swoją ofensywną, nieszablonową piłką. Tego już nie ma. Nie do końca przekonuje mnie usprawiedliwianie wszystkiego kontuzjami, bo w poprzednich sezonach schematy gry ofensywnej Udinese, oparte na bocznych sektorach boiska, genialnie funkcjonowały niezależnie od wykonawców. Co więcej, w tych rozgrywkach zespół Pasuqale Marino zdobył na wyjazdach tylko dwa oczka! Dzisiejszy mecz był przeciętny, ale to Siena bardziej dążyła do wygranej i ją osiągnęła (2-1). Jeśli czyjeś gole mają jej pomóc w utrzymaniu statusu pierwszoligowca, to będą to trafienia Maccarone. "Big Mac" zdobył dziś gola. I to jakiego! Siena zaczyna w końcu potwierdzać, że pogłoski o jej śmierci były przedwczesne, a pogłoski o ich dość mocnej kadrze nie były przesadzone.

Zawiodła mnie Fiorentina (1-2 w Weronie). Nie wszystko można tłumaczyć radością i rozkojarzeniem po podbiciu Anfield Road, czy też kontuzjami Freya, Jovetica, Mutu czy Gamebriniego. Oczywiście, są to kluczowi gracze. Ale dziś Chievo było po prostu lepsze, zdominowało viola, szczególnie przed przerwą. A przecież na papierze, to goście byli faworytami, mieli przewagę umiejętności piłkarskich. Jednak rozczarowali. Mecz ułożył im się doskonale, bo już po kilku minutach znaleźli drogę do bramki werończyków po pięknym strzale Montolivo. Oddali po tym pole rywalowi, dali się zaskakiwać na skrzydłach, stracili przewagę w środku pola. A po zmianie stron dominację terytorialną zamieniali jedynie na chaotyczne zamieszania w polu karnym przeciwnika. To mussi volanti mieli lepsze okazje po szybkich kontrach. Chievo jest naprawdę miłym zaskoczeniem, docenić należy pracę Domenico Di Carlo, a także klasę takich piłkarzy jak Pellissier, Pinzi, Yepes, Rigoni, czy Abbrusccto, który do niedawna wydawał się mi być najbardziej przecenionym piłkarzem ostatnich lat.

Starcie Catanii z Livorno (0-1) to mecz z kategorii tych, które już po obejrzeniu skrótów po prostu odrzucają. Są jakieś smutne, takie "włoskie" w negatywnym tego słowa znaczeniu. Gospodarze byli lepsi w tej całej mizerii, ale zmarnowali kilka okazji. Przyjezdni stworzyli jedną i wygrali. Cosmi mógł biegać jak szalony, Mihaljović jedynie ukryć twarz w dłoniach. Catania oficjalnie przejmuje od Sieny tytuł "frajerów sezonu". Nie chcę nikogo obrażać, ale ile punktów można oddać rywalom w tak infantylny sposób?

Posticipo między Sampdorią a Romą zakończyło się remisem 0-0. Fajniejsza była pierwsza połowa, w której akcje przenosiły się z jednej bramki pod drugą, choć sytuacji bramkowych wiele nie było (Samp trafiła w słupek po rzucie rożnym). Po zmianie stron dominowała już Roma, długo rozgrywała piłkę, ale nie potrafiła umieścić żadnego ze swoich piłkarzy samego przed bramką Castellazziego. Nie udało się to też po licznych stałych fragmentach gry. Ogólnie, wygranymi tego meczu są linie defensywne obu drużyn, pewne, zdecydowane i skuteczne. Po niezłych pierwszych 45 minutach, w dalszej części meczu totalnie zgasł Cassano. Sampdoria zapomniała jak się wygrywa i strzela gole. To Roma może być lekko niezadowolona z remisu, co tylko potwierdzają pomeczowe wypowiedzi piłkarzy giallorossi.


foto: goal.com

Sobota w Italii. Bari leje Juventus


W sobotnim anticipo Bari pokonało Juventus 3-1. Zespół Ciro Ferrary znajduje się teraz pod ostrzałem krytyki, część kibiców chce głowy młodego szkoleniowca. Na początku sezonu ciężko było spodziewać się tak złej sytuacji w Juve.

No właśnie, na początku rozgrywek zdawało się, że letnie transfery pokryły wszelkie braki Starej Damy. Chwaliliśmy grę obronną, w formacie tej dobre wejście miał Cannavaro, czym chwilowo zamknął usta niezadowolonym z powrotu "zdrajcy" kibicom. Tymczasem, formacja ta przeżywa ostatnio złe chwile. Problemem są stałe fragmenty gry, gdzie rywale łatwo wygrywają pojedynki powietrzne i strzelają na bramkę, problemem jest powstrzymanie rywali atakujących w sposób dynamiczny wolne przestrzenie. Po takich właśnie akcjach kąsało Bari, po takiej właśnie akcji niepotrzebny faul w polu karnym popełnił Cannavaro.

Chwaliliśmy też linię pomocy, w której w sierpniu i wrześniu brylowali Melo i Diego. Ten pierwszy dzielił i rządził przed linią obrony, drugi zachwycał mierzonymi podaniami i celnymi strzałami. To się gdzieś urwało. Melo jest rozdarty między swoimi tradycyjnymi zadaniami defensywnymi, a wymaganiami co do atakowania, które zdają się go przerastać. Diego, po kontuzji, stracił gdzieś dynamikę i pewność siebie. A wczoraj jeszcze fatalnie zepsuł karnego. Presja "następcy" Platiniego i Zidane'a (dla mnie od początku przesadzona, bo Francuzi to byli ludzie z innej planety) ewidentnie pęta mu nogi.

Z nowych piłkarzy dobrze nie gra też Grosso, popełniający sporo błędów w ustawieniu. Ale prawda jest taka, że cała drużyna prezentuje się ostatnio przeciętnie. A Ciro Ferrara zdaje się nie panować nad pierwszy poważnym za jego kadencji kryzysem. Paradoksalnie, Juventus nie zagrał wcale wczoraj źle. Zabiły go epizody, brak szczęścia, może trochę też stan boiska. Ale to są wymówki. Klasowa drużyna ich nie potrzebuje. Tylko robi swoje. Nie sądzę, aby w Turynie doszło do zmiany trenera. Juventus musi wyjść z dołka tym, co ma w drużynie. Ma sporo jakości. Ale zdecydowanie nie na scudetto.

Jeden z moich znajomych dziwi się jak to możliwe, że "taki zlepek odrzutków jakim jest Bari leje na luzie Juventus i zajmuje tymczasowo 4 miejsce w tabeli". Mocne słowa, nie do końca się z nimi zgadzam, bo oprócz "odrzutków" jest tam wielu fajnych, młodych piłkarzy. Takich jak np. Meggiorini (foto), którego ostatecznie pominąłem na mojej liście talentów. Widać, zdolnego napastnika bardzo to zmobilizowało i chciał mi coś udowodnić. Udało się. Bari gra bez kompleksów, napędzają ich dobre rezultaty i odległość od strefy spadkowej. Do pucharów na pewno nie wejdą, ale spokojne utrzymanie to dla beniaminka wspaniała sprawa.

W drugim sobotnim spotkaniu Cagliari zremisowało z Napoli 3-3. Gospodarze w ostatnich 15 minutach wyciągnęli z 0-2 na 3-2 i frajersko oddali grającemu wówczas w "1o" rywalowi punkt w 96 minucie. Mecz był świetny z obu stron, więc aż szkoda byłoby, gdyby któraś z ekip zeszła z murawy pokonana. Napastnik gospodarzy, Matri, zdobył 7 gola w 7. kolejnym meczu! Wyrównał tym samym klubowy rekord legendarnego Gigi Rivy. Na minus zapisać należy zachowanie Lavezziego, który wszczął małą "zadymę" w okolicach ławki gospodarzy i słusznie został usunięty do szatni.


foto: gazzetta.it

piątek, 11 grudnia 2009

16 kolejka. Typy.


Cagliari - Napoli. Mecz dwóch ekip znajdujących się w wysokiej dyspozycji. Strasznie trudno pokusić się tu o typ. Na pewno odczuwalny będzie brak w ekipie gospodarzy filara i lidera linii środkowej, trzymającego grę defensywną w tym sektorze, czyli Daniele Contiego (kartki). Typ: x

Bari - Juventus. Jeśli zobaczymy Starą Damę z Derby Włoch, to będzie wyjazdowe zwycięstwo. Jeśli będzie to Juve z wtorku, szanse pugliesi rosną. Decydująca będzie reakcja gości na klęskę w LM, a tu ogromną rolę w szatni odegrać musi starszyzna w drużynie i sam Ferrara. U gospodarzy ważne osłabienie: nie zagra Ranocchia. Typ: 2.

Milan - Palermo. Matematyka wskazuje na to, że Milan musi w końcu przerwać zwycięską passę. Kontuzji, dość poważnej, doznał Thiago Silva, który dobrze rozumie się z Nestą. Kaładze, w aktualnej dyspozycji, nie gwarantuje tego samego poziomu. Palermo to jednak zespół trochę zagubiony, nie sądzę aby dość szczęśliwa wygrana z Cagliari była dla nich przełomowa. Typ: 1

Atalanta - Inter. Nerazzurri zrobili swoje w LM, teraz mogą całkowicie skupić się na lidze. Dla Mourinho celem nr 1 jest wygranie Champions. Będzie więc chciał wypracować sobie taką przewagę punktową w Serie A, która da mu możliwość oszczędzania kluczowych piłkarzy wczesną wiosną. Typ: 2

Catania - Livorno. Mamy dopiero grudzień, a tego typu mecze już zaczynają być kluczowe. Piłkarsko lepszym zespołem jest dla mnie Catania. Dodatkowym atutem będzie nowa miotła, Sinisa Mihajlović. Krótkoterminowy efekt tej zmiany może być spory. A goście bez zawieszonego Lucarellego. Typ: 1

Chievo - Fiorentina. Goście muszą gonić pierwszą czwórkę. Teraz skupiają się tylko na lidze, co będzie dużym atutem przy ich kadrze, niby szerokiej, ale niedomagającej na niektórych pozycjach. Chievo jest groźniejsze na wyjazdach, gdy może wykorzystywać szybkość Pellissiera. Typ: x2

Lazio - Genoa. Kontuzjowany Matuzalem, zawieszeni Cruz, Baronio i Mauri. Fatalna pozycja w tabeli, frustracja kibiców, nerwowość wokół zespołu. Genoa po wielkich, wspaniałych derby z Sampdorią (3-0). Wygra jednak Lazio. Dlaczego? Bo nie wygrało od sierpnia, w końcu zwyciężyć kiedyś musi. A do tego będzie bardziej zdeterminowane. Typ: 1

Parma - Bologna. Derby regionu Emilia-Romania. Faworytem gospodarze. I jestem tu bardzo ciekawy czy wytrzymają presję związaną z tą rolę. Łatwiej gra się gdy "nie trzeba" wygrać, gorzej, gdy remis będzie uznany za porażkę. Kilka lat temu Parma spuściła Bolognę do Serie B, wygrywając dramatyczne baraże. Czas więc na vendettę i wcale nie zdziwi mnie remis. Typ: (1)x

Siena - Udinese. Biało-czarne derby. Gościom cały czas wypadają ofenswyne siekacze (Di Natale, Pepe, Sanchez) a i trzonowe zęby defensywe zaczynają się sypać (Luković,). Jestem pewny, że wygrana z Catanią dała gospodarzom dużo pewności siebie, skład mają na spokojne utrzymanie. Każdy wynik realny, typuję więc: x.

Sampdoria - Roma. Jeszcze kilkanaście tygodni temu obie ekipy dzieliła przepaść. Teraz praktycznie sąsiadują w tabeli. Roma na fali, wygrała derby, wygrywa w Lidze Europejskiej. Samp w dużym dołku, a Cassano kłóci się ze swoimi kibicami. Jeśli doriani polegną, oficjalnie ogłosimy ich kryzys. Typ: x2.


foto: filmexport.com

Liga Mistrzów: 75% normy wykonane


Champions League kładzie się do zimowego legowiska. Do wiosny przetrwały trzy włoskie ekipy. Dalej grają Fiorentina, Milan, Inter. Do Ligi Europejskiej "spadł" Juventus, a styl w jakim to się stało, był trochę niesmaczny. Na koniec klęska z Bayernem, wcześniej tylko minimalne wygrane z Maccabi.

Przyznam się od razu do wielkiej estymy, jaką darzę Louisa van Gaala. Uważam go za jednego z najwybitniejszych fachowców ostatniego ćwierćwiecza. Za trenerem tym stoją nie tylko wyniki klubów, które prowadził, ale przede wszystkim to, że w Ajaxie, Barcelonie czy Alkmaar widać było jego rękę, piętno, które odciskał na drużynie. We wtorek zobaczyłem autorski Bayern Holendra.

Niemcy zagrali świetnie, pokazali się jako ekipa poukładana, wybiegana, agresywna, z niesamowitą łatwością dochodząca do pozycji strzeleckich. Rzadko mam możliwość oglądania monachijczyków w akcji, ale z tego co czytam na fachowym bayernowym blogu footballtrocky był to najlepszy ich występ w tym sezonie. Ciekawe, czy pójdą za ciosem w Bundeslidze, gdzie muszą gonić liderów?

A Juve? Wygląda na to, że zbyt szybko zachłysnęliśmy się Starą Damą na początku tego sezonu. Diego nie wrócił po kontuzji do dyspozycji z sierpnia, a u Del Piero widać braki w przygotowaniu. Cierpi na tym skala nieszablonowości w drużynie, a tym samym poziom gry. Nie poznaję Melo, który we Florencji był czołowym defensywnym pomocnikiem ligi. Być może w stolicy Piemontu wymaga się od niego zbyt wielu ofensywnych przymiotów, które nie należą do jego DNA? Obaj Brazylijczycy zeszli z murawy w trakcie trwania meczu. I zostali wygwizdani.

Najłatwiej jednak zwalić winę na tych piłkarzy, a to niestety czyni część mediów i kibiców. Sprawę zawala cała drużyna, znajdująca się w ewidentnym dołku fizycznym. Choć zastanawia to, jak Juve mógł ograć w sobotę Inter, a 3 dni później ośmieszyć się z Bayernem? Na początku sezonu większość obserwatorów była pewna, że idąc tropem "mody na Guardiolę" to Stara Dama wybrała dobrze, pozostawiając na stołku trenerskim Ciro Ferrarę. To Milan miał trafić kulą w płot wyciągając z kapelusza Leonardo. Cóż, znów chyba zgubiło wszystkich pochopne wyciąganie wniosków.

W Turynie zrobiło się nerwowo, irytują się tifosi, krążą plotki o rychłym zwolnieniu trenera. Myślę, że Ciro nie wyczerpał jeszcze kredytu zaufania. Musi jednak pokazać, że ma wystarczająco dużo ikry, by wyciągnąć zespół z dołka. Po tym poznaje się wysokiej klasy fachowców.

Inter przeczołgał się do 1/8 finału. I to wszystko, co można dobrego powiedzieć o dotychczasowym europejskim sezonie nerazzurri. Wygrana z Rubinem została odniesiona w przeciętnym stylu, do czego zresztą ekipa Mourinho przyzwyczaiła. Nie udało się zdominować rywala, a na taki scenariusz wskazywać powinna przewaga umiejętności i doświadczenia po stronie gospodarzy. Przyjezdni trochę jakby wystraszyli się szansy i atakowali nieśmiało, co może dziwić, przecież wygrali na Camp Nou. A jak już pojawiali się pod bramką Julio Cesara, to fatalnie pudłowali.

Gola i asystę zaliczył Mario Balotelli. Ciekawe na jak długo starczy mu zapału by utrzymać stabilną dyspozycję? Nie tylko w meczach, ale przede wszystkim na treningach. Imponował kapitan Zanetti, który przeorał tysiące metrów kwadratowych boiska. Co teraz? Jeśli Inter znów trafi na rywala z górnej półki (jak Chelsea czy Real), to nie wróże mu sukcesu. W innym wypadku, może nabrać rozpędu i... kto wie gdzie wyląduje? Może w końcu Mourinho pokaże w lutym drużynę godną legendy, jaką jest wielkie Internazionale?

Fiorentina zdobyła 15 punktów w grupie, wygrała ją i zarobiła najwięcej pieniędzy ze wszystkich uczestników fazy grupowej. To niesamowite, bo rywale byli z wysokiej półki (Lyon, Liverpool). Viola są takim włoskim rodzynkiem, ekipą grającą całkiem przyjemnie dla oka, nie męczącą kibiców. Milanowi udały się 2 mecze z Realem, ale w pozostałych pojedynkach nie wyglądało już to tak dobrze. Remis w Zurychu chwały nie przynosi, a drugie miejsce w grupie powoduje ryzyko wpadnięcia na silnego rywala. Ekipy z Mediolanu muszą więc mocno trzymać kciuki za dobre losowanie.


foto: liga-mistrzow.com

czwartek, 10 grudnia 2009

Mam talent


Zbliża się szybkimi krokami półmetek w rozgrywkach Serie A. Ten moment sezonu to chyba właściwa chwila, żeby spróbować wyróżnić tych młodych chłopaków, którzy zrobili w pierwszej fazie ligi ciekawe wrażenie na obserwatorach i kibicach. Nie będę tu oczywiście pisać o Palladino, Zarate, Pato, Giovinco czy Balotellim, bo tych zawodników zna każdy. Pokrótce wymienię i scharakteryzuję w 2-3 zdaniach tych piłkarzy, którzy są dla wielu kibiców futbolu w Polsce jeszcze dość anonimowi, a w ostatnich kilku czy kilkunastu miesiącach zrobili wielkie postępy. Większość z nich była już na łamach calciobaru wspominana. I chwalona.


Davide Astori (Cagliari, 1987) - Środkowy obrońca, który zrobił w ostatnim czasie naprawdę spory skok jakościowy. Wcześniej nie był uważany za jakoś specjalnie rokującego piłkarza, tymczasem ten sezon ma bardzo równy. Wychowanek Milanu (który wciąż ma część praw do jego karty) i były reprezentant U-18, który następnie tułał się po niższych ligach (Pizzighettone, Cremonese), dobrze się ustawia, gra twardo, nieźle operuje wślizgami. Doskonale uzupełnia się z Michele Caninim, o którym niżej.

Jonathan Biabany (Parma, 1988) - Szybki skrzydłowy/napastnik z Parmy (własność Interu). Podobnie jak znajdujący się dalej na liście Davide Lanzafame (jego kolega klubowy) najlepiej czuje się grając z kontry, gdy ma przed sobą otwarte połacie murawy. W rozgrywanym na San Siro meczu z Interem uciekł całej ekipie rywala. Wyglądało to trochę jak "run" w lidze NFL. Z tym, że Biabany chybił celu i to właśnie chroniczna nieskuteczność zdaje się być jego sporym problemem.

Leonardo Bonucci (Bari, 1987) - Kolejny środkowy obrońca, silny fizycznie, grający dość podobnie jak Astori. Nie do końca poznano się na nim w Interze, więc ruszył na podbój Półwyspu. Aktualnie współwłaścicielami jego karty są Genoa i Bari. Razem z Andreą Ranocchią tworzą środek obrony, który kilka tygodni temu był jeszcze statystycznie najskuteczniejszy nie tylko w Serie A, ale i we wszystkich czołowych ligach Starego Kontynentu.

Antonio Candreva (Livorno, 1987) - Jedno z absolutnych odkryć tego sezonu w Serie A, potwierdza wszystkie ciepłe słowa, które poświęcono mu po zeszłorocznych rozgrywkach drugiej ligi. Wszechstronny pomocnik, mogący grać zarówno na boku, jak i w środku pola, szczególnie dobrze czujący się blisko napastników. Dobre uderzenie, dobre podanie, znakomita technika. Kilka tygodni temu zadebiutował w Squadra Azzurra podczas pojedynku z Holandią. Wielka przyszłość przed tym piłkarzem, którego karta spoczywa w rękach Udinese. Już pyta o niego Inter Mediolan.

Michele Canini (Cagliari 1985) - Karierę tego zdolnego stopera hamują niestety kontuzje. Gdy jest zdrowy, to solidnie pracuje na nadany mu kiedyś przydomek "nowego Cannavaro". Oczywiście, do laureata Złotej Piłki AD 2006 wychowankowi Atalanty sporo jeszcze brakuje. Ale jego warunki fizyczne, siła i zdecydowanie w interwencjach troszkę Fabio przypominają. Kilka razy był blisko przejścia do Lazio. Na pewno już najwyższy czas by trafił do klubu z górnej półki!

Alessio Cerci (Roma, 1987) - Być może znalazł się tu troszkę na wyrost (gra bardzo mało), ale moim zdaniem do tego wyróżnienia predestynuje go skala talentu. Gdyby nie te kontuzje, gdyby w stolicy bardziej mu ufano... Cerci to ofensywny piłkarz, mogący grać w ataku, ale zdecydowanie najlepiej czujący się gdy atakuje szeroko, ze skrzydła, jest bardzo szybki z piłką przy nodze. Ma nosa do bramek, ale i potrafi dograć futbolówkę na nos. Jeszcze nie jest za późno, ale czas ucieka mu coraz szybciej. Niestety

Andrea Consigli (Atalanta, 1987) - Podobnie jak choćby Canini czy Cerci przebył drogę przez niemal wszystkie reprezentacje młodzieżowe. Czy zadebiutuje w Squadra Azzzurra? Na pewno jest to bardzo dobry bramkarz, którego stać na kapitalne interwencje i znakomite mecze. Zdarzają mu się jednak, szczególnie w ostatnich tygodniach, przedziwne błędy z kategorii "Cabajów". To jednak na pewno najzdolniejszy włoski bramkarz, spośród tych, którzy nie ukończyli 23 lat.

Gianluca Curci (Siena, 1985) - Golkiper Sieny był odkryciem sezonu 2004/2005 w barwach Romy. Wszyscy w tym klubie byli wówczas przekonani, że mają tę pozycję obsadzoną na długie lata. Okazało się jednak, że Curciego "spalono", a na jego miejsce szybko wskoczył Doni. W Sienie Gianluca powoli się odbudowuje, a do Rzymu może jeszcze wrócić. Donadoni powoływał go do kadry, ale nie dał mu szansy debiutu. U Lippiego będzie jeszcze ciężej.

Albin Ekdal (Siena, 1989) - To naprawdę bardzo ciekawy piłkarz, choć w Serie A zaistniał dopiero w sposób śladowy. Juventus wypożyczył go do Toskanii "na ogranie się" i Szwed powoli zdobywa sobie pozycję w drużynie Sieny. Ekdal gra na pozycji ofensywnego pomocnika, środkowego, lub bocznego. Ma dość zaskakujące warunki fizyczne jak na tę pozycję (ponad 185 cm), ale jego technice użytkowej nie można prawie nic zarzucić (dobre ostatnie podanie), a do tego oczywiście dobrze walczy w powietrzu. Ma jeszcze jeden, marketingowy, atut - jest ulubieńcem fanek futbolu.

Daniele Galloppa (Parma, 1985) - Galloppa to jeden z moich ulubionych pomocników młodego pokolenia. Zadebiutował już w reprezentacji Włoch, a ja czekam na kolejne powołania dla tego wychowanka Romy. Dobry przegląd pola, mocne płuca, szybkie nogi, dobre uderzenie i podanie z lewej nogi. Ogólnie dobry piłkarz, naprawdę dobry, jeden z autorów rewelacyjnego startu Parmy. A klub z Reggio Emilia to na pewno nie jest jego ostatnie słowo, ponoć wielkim fanem jego umiejętności jest sam Jose Mourinho.

Gokhan Inler (Udinese, 1984) - Z Gokhanem Inlerem sprawa jest o tyle ciężka, że piłkarz ten ewidentnie w Udine się marnuje. Nie mam oczywiście nic przeciwko tej drużynie, ale Szwajcar tureckiego pochodzenia miał już oferty z wielu czołowych klubów Europy i zaczynam mieć wrażenie, iż doskwiera mu mały brak motywacji. Uwielbiam patrzeć na grę tego piłkarza, prawdziwego króla środka pola, ciężkiego do przejścia w pojedynku 1 na 1, świetnie odbierającego piłkę i ustawiającego się na boisku. Ale jednocześnie dysponującego dobrym długim podaniem i potężną bombą z dystansu. Inler ma już 25 lat, letnie okienko transferowe to już chyba ostatni dzwonek by zrobił dużą karierę.

Maurcio Isla (Udinese, 1988)- Kolejny zdolny piłkarz wyłowiony przez siatkę skautów Udinese. Zawodnik bardzo wszechstronny, mogący grac na obu stronach boiska, zarówno w linii obrony, jak i na pozycji skrzydłowego. Dobra technika, szybkość, zwinność, gra do przodu. Typowy latynoamerykański padrone bocznego sektora boiska. Ciekawa przyszłość przed nim.

Simon Kjaer (Palermo, 1989) - Jeśli ten piłkarz nie będzie grał w wielkim europejskim klubie, to znaczy, że ja jestem futbolowym laikiem i czas zawiesić "blogowe buty" na kołku. Środkowy defensor nie do pobicia w powietrzu, ale znakomicie pracujący też na nogach, dzięki czemu ma duży "zasięg" interwencji także na ziemi. Jako junior grywał też w linii pomocy, więc z piłką u nogi nie przypomina topornego stopera. Ponoć Palermo wygrało walkę o młodego Duńczyka z samym madryckim Realem. Wkrótce piłkarskie losy Kjaera znów mogą skrzyżować się z gigantem z Bernabeu.

Davide Lanzafame (Parma, 1987) - Prawa do karty Davide mają, po połowie, Palermo i Juventus. Podejrzewam, że po sezonie koperty, w których składane będą oferty, mogą być wypchane euro. Młody Włoch ma wiatr w nogach (ksywka Lanciafiamme - "miotacz płomieni"), ciąg na bramkę i nosa do goli. Świetnie czuje się atakując ze skrzydeł. Przyszłość Starej Damy oraz Squadra Azzurra?

Cristian Llama (Catania, 1986) - Pewnie wiele osób będzie zaskoczonych tą "nominacją", bo o Llamie nie jest jakoś specjalnie głośno. Ale ja, mimo jego chimerycznej formy, widzę w tym piłkarzu rodem z Argentyny spory potencjał. Jest to dynamiczny lewoskrzydłowy, dysponujący przede wszystkim niezłą szybkością i bardzo dobrą, mocno bitą wrzutką w pole karne. Dobra technika pomaga mu też w grze na małej przestrzeni.

McDonald Mariga (Parma, 1987) - Jeden z moich pupilów. Może jeszcze brakuje mu trochę piłkarskiej ogłady, pewnie sporo musi popracować nad techniką. Ale potencjał ma ten chłopak przeogromny. Boiskowe zderzenie z tym masywnym Kenijczykiem to z pewnością przykre doświadczenie. Agresywność i siła fizyczna powodują, że Mariga odbiera mnóstwo piłek w środku pola. A i główki wygrać z nim praktycznie nie sposób (188cm!). Materiał na europejską czołówkę na tej pozycji, gwarantuję!

Takayuki Morimoto (Catania, 1988) - Szlak przecierał mu rodak Hidetoshi Nakata, ale Morimoto może zajść znacznie dalej niż lekko przereklamowany poprzednik. Nieprzypadkowo kolga po fachu, Brazylijczyk Pato, porównał go do swojego krajana Ronaldo. Oczywiście, to jeszcze przesadzona ocena, ale Japończyk jest imponującym połączeniem szybkości i siły. Gdyby jeszcze tylko przestał miewać przestoje w grze i poprawił podbramkową skuteczność... Otwarty chłopak, po meczu Catania-Roma bez ogródek i z rozbrajającą szczerością objechał przed kamerami sędziego, używając przy tym brzydkiego słowa minchiata.

Alberto Paloschi (Parma, 1990) - Mówi się o nim jako o następcy Pippo Inzaghiego. Nosa do bramek Paloschi ma niesamowitego, więc kto wie? Ciężko nie wierzyć w talent chłopaka, który w swoim debiucie ligowym zdobył gola już... 18 sekund po wejściu na boisko. Milan trzyma w ręku kartę Alberto, nie chcąc popełnić błędów z przeszłości, jak choćby tego z Gourcuffem.

Sokratis Papastathoupoulos (Genoa, 1988) - Bardzo ciekawy środkowy obrońca (mogący też grać na boku). Po pierwsze, szybki, po drugie, silny i twardy, po trzecie, znakomicie czytający grę i grający "na wyprzedzenie". Z tą ostatnią umiejętnością chyba trzeba się urodzić, a Grek to po prostu ma. Otto Rehhagel ufa mu co raz bardziej, więc Sokratis pewnie poleci do RPA. Zdecydowanie zasłużenie.

Javier Pastore (Palermo, 1989) - Chłopak, który skalą czystego, krystalicznego talentu biję na głowę większość osób na tej liście. Technika, spryt, wizja gry, znakomite podanie, skuteczność pod bramką rywala, elegancja. El Flaco czarował w Argentynie nosząc koszulkę Huracanu, We Włoszech dopiero się rozkręca. Liczę, że u Delio Rossiego rozkwitnie. Trochę Kaki, trochę Waddle'a, trochę Valerona. Nie zmarnujcie tego brylantu!

Andrea Poli (Sampodria, 1989) - Jeden z największych talentów, jaki pojawił się ostatnio we włoskiej piłce. Twardo upieram się przy tym zdaniu, choć Poli rozegrał dopiero kilkanaście spotkań ligowych. Idealny środkowy pomocnik do systemu 4-4-2, dużo biegający i walczący, ale też mocny technicznie z dobrym podaniem i uderzeniem. I charakterem do futbolu. Przeszedł przez kilka reprezentacji młodzieżowych, wkrótce zadebiutuje w dorosłej. Podobnie jak w przypadku Pastore: nie zróbcie temu chłopakowi krzywdy!

Andrea Ranocchia (Bari, 1988) - Partner Bonucciego ze środka obrony Bari (karta zawodnicza jest własnością Genoi). Cenię go wyżej niż jego kolegę z ekipy. Dlaczego? Bo w przeciwieństwie do Bonucciego ma zadatki na lidera linii obrony, potrafi nią dyrygować. Przy wzroście 195 cm oczywiście panuje w powietrzu. Słyszałem opinie, że to "drewniak". Cóż, ciężko od prawie dwumetrowego piłkarza wymagać maestrii technicznej. Na pewno jednak na ziemi, dzięki długim nogom, potrafi nadrobić dystans nad szybszym piłkarzem (choć oczywiście nie na dłuższym dystanie) i wygarnąć piłkę rywalowi.

Fabian Santacroce (Napoli, 1986) - O wielkim talencie tego ciemnoskórego (mama jest Brazylijką) obrońcy wiadomo już od kilku lat. Problemem są kłopoty z urazami. Wielka szkoda, bo Santacroce to bardzo elegancki defensor, pięknie grający wślizgiem. Jego naturalną pozycją jest środek defensywy, ale dzięki niezłej dynamice i poprawnej technice może też grać na boku tej formacji.

Cristian Zapata (Udinese, 1986) - Podobnie jak kolega klubowy Inler powinien już odejść do większego klubu. Podobnie jak Santacroce, ma problemy z kontuzjami. Serie A ma przypiętą łatkę ligi defensywnej, więc Zapata to kolejny z licznej na naszej wykazie grupy defensorów. Kiedyś, w zamierzchłych taktycznie czasach, groźnym napastnikom przyklejano "plastry". Kolumbijczyk, dzięki sile i nieustępliwości, byłby w takiej roli świetny.


foto: divertimento.it

poniedziałek, 7 grudnia 2009

Niedzielne ligowe popołudnie


Na zwycięski szlak w 15. kolejce ligowej wróciła, po dwóch porażkach z rzędu, Fiorentina (2-0 z Atalantą). Chyba dla nikogo nie jest to zaskoczeniem, bo bergamaschi grają w tym sezonie raczej słabo, a viola mogli w końcu skoncentrować większą uwagę na Serie A. W Lidze Mistrzów już zrobili swoje. Bramki zdobyli Gilardino i Vargas, a więc dwaj chyba najlepsi w tych rozgrywkach piłkarze w talii Cesare Prandellego. Bardzo chwaleni po meczu byli Montolivo i nareszcie Santana. Minusem kontuzja Jovetica. Goście praktycznie przeszli obok meczu, nie zagrażając bramce Freya. W ich szeregi wkrada się coraz większa nerwowość, co nie wróży dobrze na przyszłość. Czyżby walka o utrzymanie?

Imponuje gra do końca, jaką bardzo często prezentuje ostatnio Napoli. Do 72 minuty Bari wygrywało na San Paolo 2-1. Skończyło się na 3-2 dla gospodarzy. Fantastyczną partię rozegrał Quagliarella - dwa gole plus asysta. I jak tu nie wierzyć w często przytaczany przeze mnie efekt nowej miotły? Bari do niedawna mogło pochwalić się najskuteczniejszą defensywą spośród wszystkich drużyn we wszystkich czołowych ligach Europy. Piękny sen się skończył, pugliesi zaczynają tracić sporo goli i łapać czerwone kartki (dziś dwie). Feta w Neapolu, akurat na 50. urodziny stadionu San Paolo.

3-4-3 Genoi kontra 4-3-3 Parmy. Drużyny ustawione ofensywnie, dodatkowo osłabione z tyłu. Nie mogło się skończyć inaczej niż festiwalem goli. Wynik 2-2 mógł być zresztą wyższy. Tak powinny wyglądać mecze piłki nożnej, jeśli na stadiony mają przychodzić kibice. Zaskakuje Parma, która poważnie zaczyna myśleć o grze w pucharach. Zaskakuje też chyżonogi napastnik z Francji, Jonathan Biabany, który zdobył dwie bramki. To idealny piłkarz do szybkiej gry z kontrataku. Będzie o nim jeszcze głośno. Głośno było też po meczu w okolicach trybuny honorowej i szatni. Najpierw mocno pokłócili się prezydenci Enrico Preziosi i Tommaso Ghirardi (poszło o dawne kwestie finansowe), a potem spuścić łomot Preziosiemu próbował Christian Panucci, grożąc, że "rozwali mu głowę". Ot, włoskie klimaty piłkarskie.

10 minut wystarczyło Palermo by odrobić straty i pokonać 2-1 Cagliari. Goście muszą pluć sobie w brodę. Do przerwy więcej okazji mieli wprawdzie gospodarze, ale po zmianie stron zdawało się, że sardyńczycy mają sprawy pod kontrolą. Źle rozegrali jednak kilka kontrataków i zostali za to ukarani. W końcówce meczu w bramce przyjezdnych stanął stoper Canini (uraz Lupatellego) i nie dał się pokonać, tak jak niegdyś Marek Jóźwiak na stadionie w Genui. Delio Rossi biegał po zwycięskim golu niczym szalony, zupełnie jak wtedy, gdy jego Lazio wygrywało 4-2 z ... Palermo. A był to bodajże rok 2005.

"Serce i mięśnie". Tak zatytułowała relację z meczu Bologna-Udinese (2-1) La Gazzetta Dello Sport. Pisałem, że największym atutem gospodarzy będzie właśnie determinacja. Brawa więc za wykorzystanie tego, co się ma w arsenale. W niesamowitej dyspozycji jest Adailton. Zdawało się, że jest to już piłkarz skończony, który będzie tylko odcinał kupony i dorabiał do emerytury gdzieś w jakiejś egzotycznej, dobrze płatnej lidze. Tymczasem gra w ostatnim czasie świetnie, strzela, podaje, kiwa. Udinese natomiast nie przypomina ekipy z poprzednich dwóch sezonów, gdy pod wodzą Pasquale Marino imponowało szybką i skuteczną grą. W tym roku brakuje punktów przywiezionych z wyjazdów, ale nie widać też tego błysku i radości z wykonywania swojego zawodu. Czyżby zmęczenie materiału?

W meczu ligowych maruderów Siena ograła 3-2 Catanię i chwyciła się tym samym jednego z ostatnich pociągów zmierzających w kierunku stacji "walka o utrzymanie". Obie drużyny, jak to mają w zwyczaju, pokazywały dość radosną twórczość w obronie. Catania miała mnóstwo okazji, by wyjść na dwubramkowe prowadzenie i zamknąć kwestię wyniku. Postanowiła jednak, niczym pokraczna sycylijska mutacja Janosika, odebrać sobie i oddać Sienie. Czyli... zabrać biednym i dać biednym. Postawa i altruizm godne pochwały, ciekawe czy równie wesoło będzie im za rok w Serie B? Siena ma kilku naprawdę niezłych piłkarzy ofensywnych. Maccarone, Paolucci, Calaio', Ghezzal... Jeśli Alberto Malesani będzie potrafił tak ustawić drużynę, że tej uda się dogrywać im dobre piłki w okolice pola karnego, to losy Toskańczyków mogą się jeszcze odmienić.

Odmienić może się też jeszcze sytuacja Livorno, ale akurat ta ekipa ma w moim przekonaniu najmniej atutów potrzebnych do skutecznej walki o pozostanie w lidze. Takimi asami w rękawie Serse Cosmiego mieli być Lucarelli i Candreva, ale pierwszy obraził sędziego i wyleciał z murawy już w 25 minucie, a drugi odczuwa chyba zmęczenie intensywnym początkiem sezonu, bo niedługo później został zdjęty z placu gry. Przyjezdni dobrze pilnowali tyłów i po dwóch oskrzydlających akcjach dwa razy trafili ekipę z nadmorskiego miasta. 21 punktów i ugruntowane miejsce w środku tabeli. Zapowiada się spokojna wiosna w podwerońskim Chievo. W barwach gości zadebiutował młody Marokańczyk Hanine, który uważany jest za spory talent. Będziemy się przyglądać.


foto: gazzetta.it