wtorek, 12 października 2010

Nowy dom Starej Damy. Juve daje przykład !


Sporo narzekam ostatnio na to "nasze" calcio. Na kulejący poziom ligi, na postawę włoskich drużyn w pucharach, na stadiony. Szczególnie martwi mnie to ostatnie. Wielokrotnie dawałem temu wyraz Włoskie obiekty pustoszeją. Są przestarzałe, mało funkcjonalne, brzydkie. Pisałem o tym choćby TU. Co gorsza, niewiele zmienia się w tej kwestii, a wszelkie hucznie prezentowane projekty grzęzną potem gdzieś między gabinetami prezesów klubów, biurkami biurokratów, a gabinetami politycznymi polityków. Tym bardziej warto opisać to, co dzieje się w Turynie. A dzieje się sporo. I to sporo dobrego.

Na początek mała uwaga. Północ Włoch jest o wiele bardziej zbliżona mentalnie i w konsekwencji gospodarczo do Austrii czy Niemiec, niż do środkowej i południowej części Półwyspu Apenińskiego. Przedsiębiorczość mieszkańców tej części kraju, lepsza infrastruktura, mniejsze wpływy mafii, większy kapitał. To wszystko przekłada się na rozwój ekonomiczny, na lepszą i szybszą realizację wszelakich projektów. A także na dominację klubów północy we włoskim futbolu.

Juventus to bezdyskusyjnie pionier calcio. Klub, który ma zdecydowanie najwięcej fanów w Italii i jest, obok Milanu, chyba najlepiej rozpoznawaną na świecie piłkarską marką made in Italy. Bianconeri będą też teraz pierwszą drużyną, która wkrótce wybiegnie na nowoczesny, funkcjonalny, bardzo ładny futbolowy obiekt. Jesienią 2011 roku otwarty zostanie nowy stadion, zbudowany w miejsce dawnego Delle Alpi.

Stary obiekt, postawiony na Il Mondiale 1990 od samego początku był jakiś przeklęty. Koszty utrzymania okazały się gigantyczne, zdecydowanie wyższe od przewidywań. Problemy z podłożem powodowały, że murawa szybko zmieniała się w błotnistą maź. Co więcej, katastrofą można określić widoczność z trybun. Odległość od murawy wynosiła od 28 do nawet 70 metrów. Problemem była bieżnia lekkoatletyczna. Nigdy jej nie używano, a położono jedynie po to by... budowę mógł dofinansować Włoski Komitet Olimpijski. Typowe italian job.

Pójście po rozum do głowy trochę trwało, choć, jak na włoskie standardy (ale pamiętajmy, że to jednak Północ!), działania podjęto dość szybko. W 2003 roku Juventus odkupił od miasta tereny, na których znajdowało się Stadio Delle Alpi. Sześć lat później zrównano go z ziemią. Szybko przystąpiono do robót, które, z niewielkimi opóźnieniami, toczą się cały czas.

Tak to cudeńko ma wyglądać

A tak wygląda już teraz

I jeszcze trochę fotek:
Na zewnątrz
Wewnątrz
Powierzchnie handlowe

Koszt obiektu oscylować ma w granicach 105 milionów euro. Juventus będzie pierwszym klubem-właścicielem stadionu we Włoszech (pomijam casus Reggiany). Juventus Arena, bo taką roboczą nazwę nosi jak na razie, będzie nowoczesna, pozbawiona barier architektonicznych, maksymalnie przyjazna środowisku. A przede wszystkim - przyjazna ludziom!

41 tysięcy widzów będzie mogło skorzystać nie tylko z szerokiego zaplecza gastronomicznego, ale i odwiedzić klubowe muzeum, zrobić zakupy w centrum handlowym (ciekawostka: E.Leclerc-Conad wygrało przetarg na powierzchnię handlową dla marketu spożywczego). Stadion ma żyć nie tylko w dniu meczu, ale przez cały tydzień, cały miesiąc, cały rok. Tak jak w Anglii, tak jak w poważnych, zachodnich krajach. Tak, jak powinno to wyglądać.

Warunki oglądania meczów zapowiadają się komfortowo, pierwszy rząd trybun będzie oddalony od murawy jedynie o 7,5 metra, co jest właściwie minimalną odległością dopuszczalną przez UEFA. Widoczność ma być zresztą bardzo dobra praktycznie z każdego miejsca, a najlepiej i najprzyjemniej będzie z pewnością śledzić przebieg gry ze skyboxów, a także z najbardziej luksusowych miejsc Premium Club, w tym superprestiżowego Club Gianni e Umberto Agnelli.

Ciekawie zapowiada się wygląd zewnętrzny, 40 tysięcy lśniących aluminiowych paneli ma dawać efekt powiewającej chorągwi. Dach, wyprofilowany w sposób właściwy skrzydłom samolotów, lekki i bardzo nośny, pokryty będzie specjalną membraną zapewniającą odpowiednią przepuszczalność światła słonecznego i wspomagającą właściwą widoczność boiska, zarówno w dzień, jak i w nocy.

Sukces ten, a należy to na pewno uznać za wielki sukces, sprawia, że Juventus zdobędzie strategiczną przewagę nad konkurentami w lidze włoskiej. Pozostałe kluby są daleko w lesie w temacie budowy nowych obiektów. Mam właściwie wrażenie, że wszyscy przedstawiają projekty jedynie na zasadzie "bo tak wypada", a są de facto zadowoleni z aktualnego stanu rzeczy. Jedynym prezydentem, który wykazuje większą inicjatywę w tej kwestii wydaje się być Claudio Lotito z Lazio. Ale i on trafił w stolicy na ciężki do rozbicia mur.

Nowa przewaga Juve będzie miała podłoże przede wszystkim ekonomiczne. Klub będzie mógł pozyskiwać o wiele więcej środków z dnia meczu (pamiątki, gastronomia, bilety). Strumień pieniędzy płynąć będzie do kas także w pozostałe dni, właśnie dzięki dużemu sklepowi klubowemu, muzeum, czy przede wszystkim galerii handlowej. 75 milionów euro w ciągu 12 lat przyniesie prawdopodobnie sprzedaż nazwy obiektu, o co zadba znana także w Polsce agencja Sportfive. Taka dywersyfikacja dochodów to będzie nowość we włoskich warunkach. Nowość pożądana.

Własny stadion to też jeszcze większa identyfikacja fanów z tym miejscem, uznawanym za "dom" drużyny, którą ma się w sercu. Element, którego nie można przecenić, choćby w kwestii utrzymania porządku i czystości przez odwiedzających obiekt. Bardzo ważna jest tu też kwestia bezpieczeństwa kibiców. Nowoczesna struktura podniesie ją bez dwóch zdań. zachęci to do odwiedzania obiektu całe rodziny. Sposobu w jaki przekłada się to finansowo na teraźniejszość i przyszłość klubu nie muszę chyba tłumaczyć.

Juventus, jako pierwszy włoski klub piłkarski, wchodzi w nowy etap rozwoju. Nie oznacza to oczywiście, że Stara Dama zacznie nagle taśmowo wygrywać rozgrywki Serie A. Nie da się jednak ukryć, że teraz to klub z Turynu staje się organizacyjnym punktem odniesienia dla reszty ligi. Mam nadzieję, że ta reszta ligi pójdzie za tym przykładem, że zrealizowanie swojego projektu przez Juve będzie dla nich dodatkowym bodźcem. Mocno kibicuję tym inicjatywom. Kilkakrotnie pisałem, że nowe obiekty, będące własnością klubów są konieczne, by nie tracić dystansu w stosunku choćby do Bundesligi. Po to, by calcio zaczęło wracać na swoje miejsce i przestało kojarzyć się z obskurnymi, pustawymi trybunami,

Uśmiecham się w duchu, gdy pomyślę, że to, co u nas w Polsce staje się czymś normalnym, we Włoszech jest celebrowane jako wielkie wydarzenie. Znak czasów?



foto: nuovostadiodellajuventus.iobloggo.com, ilcalcio.net

czwartek, 7 października 2010

Blaski i cienie pierwszej części sezonu


Bezbramkowe Derby d'Italia zakończyły szóstą kolejkę Serie A. Wbrew temu, co twierdzą włoskie media, był to mecz przeciętny, momentami nudny. Trochę walki, dużo taktyki, niezła postawa formacji defensywnych. To są elementy doceniane przez koneserów futbolu. Ale przeciętny kibic chce widzieć kreowanie gry ofensywnej i gole. Wszyscy narzekamy na słabnącą międzynarodową pozycję calcio i takie średnie widowiska, grane na typowe włoskie 0-0, zwolenników Serie A nie przysparzają.

Sam mecz był trochę zbyt grzeczny, jak na starcie Interu z Juventusem. Brakowało agresji, jakiegoś ognia na murawie. Spodziewałem się, po przedmeczowych wypowiedziach prezydentów Morattiego i Agnellego, że w piłkarzach zagrają emocje. Trochę szkoda, że tak się nie stało. Mam wrażenie, że obie ekipy były w miarę zadowolone z remisu. Dla Juve to potwierdzenie krzywej wznoszącej, na jakiej się chyba znajdują. Dla Interu spokojne zakończenie pierwszej części sezonu, w oczekiwaniu na powrót do formy Milito, Sneijdera czy Pandeva. Sam kapitalny Eto'o nie wystarczy.

Druga w tym sezonie przerwa reprezentacyjna to dobry czas na pierwsze podsumowanie. Oczywiście cząstkowe, gdyż ciężko wyciągać jakieś daleko idące wnioski po 1/5 kalendarza. Ale było kilka rzeczy, które zaskoczyły mnie pozytywnie, kilka natomiast mnie rozczarowało. Myślę, że warto o tym wspomnieć.

Z pewnością największymi wygranymi początku rozgrywek są piłkarze i fani Lazio. Orlica Olimpia to wspaniały symbol, który na pewno wywołuje we wszystkich laziali piękne emocje. Ale to nie Olimpia biega po boisku. Trzeba oddać co cesarskie prezydentowi Lotito i dyrektorowi sportowemu Tare. To oni mądrze wzmocnili zespół, to oni utrzymali jego trzon z wiosny, gdy obecne Lazio nabierało już kształtów. Transfer Hernanesa to majstersztyk! Mądrze poukładał to Edoardo Reja, który, na tę chwilę, prowadzi wszystko dość wprawną ręką. Siła rzymian to środek pomocy i dopóki tam nie będą nękały drużyny problemy zdrowotne, to biancocelesti mogą śmiało myśleć nawet o grze o 4. miejsce.

Wydaje się też, że, poza Lazio (przypomnijmy - rok temu długo broniło się przed spadkiem), tylko Napoli może namieszać w ustabilizowanej, zdawało się, czołówce. Zespół Mazzarriego ciągnie na razie tercet Cavani-Hamsik-Lavezzi. Ta trójka rozumie się kapitalnie, tak naprawdę nie potrzebuje partnerów z drużyny, by stwarzać okazje i strzelać gole. Hamsik to piłkarz, który poradzi sobie w każdym klubie Europy, Matador Cavani już wkrótce będzie lepszy od innego piłkarza noszącego niegdyś ten przydomek, Marcelo Salasa. Lavezzi to wprawdzie jeździec bez głowy, ale za to bardzo szybki. A ostatnio jakoś częściej biega z podniesionym wzrokiem. Partenopei jeszcze "czekają" na dojście do formy kilku graczy (Sosa, Maggio). Mazzarri to płaczek, ale wiedzę taktyczną ma na wysokim poziomie. Napoli odpuści pewnie Europa League, ale dzięki temu ma szansę na walkę o 4. miejsce.

Inter to gwarancja - oni nadal są najmocniejsi. Jeśli nie wygrają scudetto, to będę zaskoczony. Jedynym realnym konkurentem wydaje się Milan. W ostatnich 2-3 tygodniach Max Allegri wprowadził trochę korekt w ustawieniu, cofnął trochę linie środkową, zaczął próbować Ronaldinho w środku. Milan robi teraz wrażenie bardziej przewidywalnego i regularnego niż na samym początku sezonu. Traci mniej goli, ma większą kontrolę nad grą. Jeśli jednak ma radzić sobie z dynamicznymi i dużo biegającymi oponentami, to więcej muszą grać Boateng i Flamini. Wisienką na torcie jest Ibra. Takiego gracza, środkowego napastnika mogącego samemu wygrać mecz, brakowało w Milanello od czasu zamorskiej przeprowadzki Andrija Szewczenki.

Juventus to ciągle chimera. Takie mecze jak z Lechem i Palermo nie mogą się zdarzać klasowej drużynie. Ale starcia z Udinese, Cagliari i Interem pokazały dwa fajne oblicza Starej Damy. Drużynę groźną w ofensywie, grającą z rozmachem z jednej strony, ale i ekipę poukładaną, rzetelną z drugiej. Fani Juve powinni trzymać kciuki za zdrowie Aquilaniego. Pisałem niedawno, że w Turynie przydałby się piłkarz o charakterystyce Almirona z Bari. Aquilani to jedyny pomocnik, mogący wziąć na siebie grę, regulować jej tempo. W dobrej formie jest Melo (nareszcie zaczyna grać jak robił to we Florencji). Dzięki temu, dość niespodziewanie, Juventus może w sprzyjających okolicznościach liczyć na całkiem ciekawą linię pomocy. A z tyłu Chiellini oraz Bonucci tworzą przecież reprezentacyjny duet. Czekamy też na powrót Buffona. Pamiętajmy jednak, że zespoły Del Neriego zawsze mają momenty amnezji, w których tracą to, co wcześniej wypracowały. Jeśli bianconeri wyrugują ten mankament, to mogą wskoczyć na podium.

Podoba mi się Palermo, które prezentuje bardzo fajną piłkę. Podejrzewam, że do zona Champions nie dolecą, ale Liga Europejska jest w ich zasięgu. Doceniam to, że grają do przodu i że znów wprowadzili do ligi kilku ciekawych chłopaków, o czym dalej. Równy poziom utrzymuje Chievo. Pioli okazuje się być godnym następcą Di Carlo. Ta drużyna kolejny raz robi swoje, po cichu i z pokorą. Jak zwykle fajnie gra Genoa, doceniam ich wygraną nad Bari w 6. kolejce, odniesioną po grze w "10" przez całą drugą połowę. Widać jednak, że ta ekipa ma problem ze zmetabolizowaniem kadrowych zmian i wahania formy mogą być ich znakiem firmowym. Przyznam również, że nie doceniałem Bari, które wygląda równie dobrze, co w poprzednim sezonie. Atakuje szeroko i szybko, cieszy się futbolem, nie popada w konwenanse. Ventura to czołówka szkoleniowców na Półwyspie, przypomnijmy, ze poprzednio równie dobrą robotę wykonywał w Pisie.

Największą porażką jest jak na razie postawa Romy. W drużynie tej nie funkcjonuje praktycznie nic. Gra jest daleka od tego, co widzieliśmy w poprzednim sezonie, cechy wolicjonalne są na proporcjonalnie niższym poziomie. Harmonia w szatni też jest przeszłością, o czym świadczą wypowiedzi Tottiego czy Borriello. W klubie trwa wielkie oczekiwanie na nowego inwestora, ale ja nie spodziewam się szybkiego rozwiązania tej sprawy. Na tę chwilę nastroje w obu częściach Wiecznego Miasta są diametralnie różne, objawia to się nawet we frekwencji na meczach. Dawno na spotkania Romy nie przychodziło tak mało fanów.

Z beniaminków najwięcej zaufania wzbudza we mnie Brescia, która jako jedyna potrafi narzucić rywalom swój styl gry. Z takim trio z przodu jak Eder-Diamanti-Caraccciolo ciężko będzie spaść z ligi. Cesena zaczęła świetnie, ale coś się ostatnio u nich zacięło. To całkiem fajna ekipa, która próbuje grać w piłkę, natomiast obawiam się o to, czy nie mają w składzie zbyt mało jakości. Nie przekonuje mnie Lecce, choć też punktuje. W ich grze nie widzę jednak głębszej myśli przewodniej. Dużo walczą, mają kilku ogranych piłkarzy, ale w ostatecznym rozrachunku czeka ich pewnie ostra walka do samego końca rozgrywek.

Poniżej oczekiwań prezentują się też Udinese i Parma. Ale tym pierwszym w kilku meczach ewidentnie brakło szczęścia i sądzę, że będą teraz powoli wspinać się w klasyfikacji. Forma Parmy zbyt mocno zależy od dyspozycji i zdrowia Giovinco. A Formica Atomica mięśnie i kości ma kruche. Marino musi więc rozłożyć odpowiedzialność na większą liczbę piłkarzy. Sampdorii 2-3 oczka zabrała gra w pucharach. Catania i Bologna prezentują się solidnie, najbliższe 8-10 kolejek pokaże czy uciekną tak wysoko, że unikną walki o utrzymanie. Ta chyba nie ominie Cagliari. Źle tam się dzieje, chwieje się pozycja trenera Bisolego, który odsunął ostatnio od składu kapitanów Contiego i Agostiniego. Ponoć w gotowości znajduje się już Davide Ballardini, który szkolił kiedyś piłkarzy z Sardynii.

Nic dobrego nie można powiedzieć o Fiorentinie. Jak na dłoni widać wszystkie błędy popełnione w lecie. W drużynie jest dwóch klasowych bramkarzy i tylko jeden dobry napastnik. Ściągnięto podatnego na urazy D'Agostino, który dubluje pozycję Montolivo. Ciężar gry opiera się na niedoświadczonych Ljajiciu i Cercim. Prezentują się oni nieźle, ale nie są w stanie, co oczywiste, pociągnąć za sobą całej drużyny. Do tego piłkarze biegają jednostajnie, ciężko. Gdzieś wyparował ten magiczny klimat. Bracia Della Valle chyba już stracili zapał, kibice popadają w obojętność i w coraz mniejszej liczbie pojawiają się na Artemio Franchi. Potrzeba impulsu. Czy będzie nim powrót Mutu po dyskwalifikacji?

Indywidualnie muszę wyróżnić piłkarzy, którzy są u "nas" nowi. Hernanesa mocno wyprzedzała jego renoma i przychodził do Lazio jako zbawca (o adekwatnym przydomku - O Profeta). Brazylijczyk potwierdza świetne referencje. Drybluje, strzela, asystuje. Każdy dotyk futbolówki znamionuje u niego wysoką klasę. Świetny transfer. Równie wysoko oceniam Milosa Krasicia. Z rezerwą podchodziłem do tego piłkarza, ale chyba będę musiał uderzyć się w pierś. Serb zdobył już trzy gole, zaliczył tyle samo asyst. Zasuwa po skrzydle niczym samochodzik. A fani w Turynie znów mogą śpiewać pieśni o blondwłosym pomocniku ze wschodniej Europy.

Na wyższy poziom wspięli się tacy piłkarze jak Cavani, Pastore czy Eto'o. Urugwajczyk kosztował Napoli 17 milinów euro (wypożyczenie plus cena wykupu) ale spłaca się wyśmienicie. Trafia w lidze i pucharach. Są to gole naprawdę fajne, od mocnych główek, przez sytuacyjne dotknięcia piłki, po kapitalne, mierzone, techniczne strzały, jak ten przeciwko Cesenie w 5. kolejce. Pastore to piłkarz na miarę Barcelony i Realu, nie zdziwię się jeśli wkrótce trafi do Hiszpanii. Technika, wizja gry, drybling, skuteczność pod bramką rywala. Jeśli chodzi o ofensywę, to El Flaco jest piłkarzem praktycznie kompletnym. Eto'o skorzystał ze słabszej dyspozycji Milito i tego, że u Beniteza ma mniej zadań defensywnych niż u Mourinho. Jest w świetnej formie, rozrywa rywali dynamiką, znów pojawiła się ta pazerność na gole. Tak jak było to w czasach, gdy rozkochiwał w sobie Camp Nou. Ibrahimović wrócił do formy prezentowanej w Juventusie i Interze. Szwed to wielka wartość dodana i nadzieja rossoneri na skuteczną walkę o tytuł.

Pochwalić chciałem też kilka mniej znanych nazwisk. Perparim Hetemaj to prawdziwy motor napędowy Brescii. Pomocnik ten imponuje wytrzymałością i ciągiem na bramkę rywala. Żelazne płuca to też zaleta Radji Nainggolana z Cagliari. Równie ciekawym pomocnikiem jest Kevin Constant z Chievo, obdarzony niezłym uderzeniem z dystansu i dobrą techniką użytkową. Szybkie postępy robi kolega klubowy Nainggolana, Michele Agazzi. Bramkarz ten skorzystał z zamieszania wokół Federico Marchettiego. Skrzydłowy Emanuele Giaccherini z Ceseny wniósł do ligi szybkość i brak kompleksów wobec znanych rywali. Podobnie jak jego kolega klubowy, Yuto Nagatomo.

Mercato to też często dzieło przypadku. Josip Ilicić i Armin Bacinović korzystnie zaprezentowali się w barwach Mariboru w pucharowym dwumeczu z Palermo. To wystarczyło, by przekonać do sobie klub z Sycylii. Ilicić to, jak na razie, największa niespodzianka tego sezonu. Ofensywny pomocnik, imponuje nie tylko wzrostem (190 cm), ale i wyszkoleniem technicznym, strzałem i dobrym dryblingiem. Bardzo duży talent. Ciszej jest o Bacinoviciu, ale Słoweniec spodobał mi się w meczu z Fiorentina, Widać, że ma chłodną głowę, potrafi obchodzić się z futbolówką i dobrze ją rozgrywać. Powoli przekonuje mnie też do siebie Ezequiel El Chiquito Munoz. Chłopak jest jeszcze trochę nieokrzesany, ale świetnie gra w powietrzu i nieźle wyprzedza rywali. To naprawdę może być klasowy defensor. Nie zanosiło się na to, ale Palermo chyba znów rozbiło bank w tym okienku transferowym.

Za wcześnie jest, by wylewać na kogokolwiek słowa ostrej krytyki. Tym piłkarzom, którzy, jak na razie, grają grubo poniżej oczekiwań, daję jeszcze czas. Napiszę jednak o dwóch rzeczach, które mnie wkurzają. Pierwszą jest to, że kibice nadal nie garną się do wizyt na stadionach. Minister Maroni dołożył do tego wszystkiego jeszcze kartę kibica, która dodatkowo zniechęciła część fanów do odwiedzania obiektów. Drugim irytującym faktem jest tradycyjnie przeciętna postawa włoskich drużyn w Lidze Europejskiej. Chodzi nie tylko o wystawianie kadłubowych formacji, ale i niewłaściwie podejście mentalne. A przecież takie dziadostwo osłabia calcio w dwojaki sposób. Osłabia jego wizerunek. Ale i osłabia pozycję Serie A w rankingu UEFA, przez co straci ona na rzecz Bundesligi jedno miejsce w Lidze Mistrzów.

PS. Aha, no i najlepsze gole 6. kolejki (LINK). Pirlo czy Ilicić?


foto: corrieredellosport.it, goal.com, guardian.co.uk, eurosport.yahoo.com

poniedziałek, 27 września 2010

Okulary Mazzarriego czyli wieści z Półwyspu


W 5. kolejce Serie A największym rozczarowaniem była dla mnie postawa Interu w meczu z Romą. Nerazzurri zagrali zupełnie tak, jakby nie zależało im na wywiezieniu z Rzymu kompletu oczek. A przecież Roma, po fatalnym początku sezonu, zdawała się być rywalem łatwym do trafienia, bokserem słaniającym się na nogach, którego szybką kombinacją ciosów można definitywnie wysłać do narożnika.

Inter tymczasem przyczynił się być może do zmartwychwstania Romy, trochę tak jak Lech w piątkowym meczu z Legią. Widać było, że przewaga kultury piłkarskiej jest po stronie gości. Ale giallorossi nadrabiali to ambicją. W drugiej połowie tylko oni zainteresowani byli atakowaniem braki rywala, bo Inter stał podparty pod boki i czekał na koniec meczu. To zadowolenie z bezbramkowego wyniku tylko stymulował defensywnymi zmianami Benitez. Takie kunktatorstwo zasługiwało na karę i ta kara nadeszła w doliczonym czasie gry za sprawą świetnej centry De Rossiego i jeszcze lepszej główki Vucinića.

Nie sądzę, aby ten bezbarwny występ zakłócił w jakiś wyraźny sposób kampanię Interu. Jestem natomiast ciekawy co dalej z Romą. Czy ta wygrana odblokuje im głowy? Bo właśnie psychika zdawała mi się być ich głównym problemem w pierwszych tygodniach sezonu. Ranieri zdjął słabo grającego Tottiego i trafił z tą zmianą w "dziesiątkę". Kapitan Romy, najwyraźniej obrażony, udał się od razu do szatni. Po meczu zmuszony był przez sytuację (jego zmiennik strzelił przecież zwycięską bramkę) do bagatelizowania całej sprawy, ale zdaje się, że zimna wojna między szkoleniowcem a symbolem klubu trwa w najlepsze.

Ciekawostka. W sobotnim hicie chyba po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć lewych obrońców obu drużyn grających w kaskach ochronnych na głowie. Zarówno Chivu (często osamotniony w pojedynkach z Menezem), jak i Riise byli czołowymi postaciami swoich ekip.

Do Interu doszlusowało w tabeli Lazio po wygranej 1-0 w Weronie. Jak na razie potwierdza się to, co pisałem przed sezonem - biancocelesti mają silną linię pomocy i szeroką ławkę. Na ich liście strzelców w tym sezonie zapisało się już siedmiu graczy - najwięcej w lidze. W niedzielę do tego grona dołączył odradzający się chyba Mauro Zarate, obok Matuzalema najlepszy gracz na boisku. Chievo rozczarowało, ani razu nie zagroziło bramce Muslery, w niczym nie potwierdziło dobrej opinii, na jaką zapracowało w pierwszych kolejkach.

Ogólnie ciężko oprzeć się wrażeniu, że liga wyrównała się jeszcze mocniej. Różnice w tabeli są minimalne. Nigdy jeszcze, od czasu wprowadzenia 3 punktów za wygraną, lider nie miał po 5. kolejkach tak mizernego dorobku jak teraz Inter i Lazio (10 oczek). Inny rekord śrubuje Parma. Podyktowano przeciwko niej już 5 rzutów karnych! Jak na razie zamiast rewelacji sezonu, crociati stają się swoistym pośmiewiskiem ligi.

Wielką formę potwierdził w niedzielny wieczór Milos Krasić. Pamiętam początki Pavla Nedveda w Turynie. Początki trudne, ubogie w gole, ubogie w asysty i niezapomniane występy. Krasić przyszedł z diametralnie innej ligi, innego środowiska. I jak na razie prezentuje się rewelacyjnie, imponuje szybkością i przebojowością. W meczu z Cagliari pokazał też, że nieobce mu są umiejętności snajperskie. Serb zasłużył na tytuł człowieka kolejki i jednego z MVP pierwszej części sezonu. Równie wysoko ocenić należy Edinsona Cavaniego, który strzela piękne gole i szybko spłaca swój milionowy transfer z Palermo do Napoli.

Swoją wojnę z sędziami kontynuuje Walter Mazzarri, wyrzucony na trybuny w Cesenie. Tym razem jednak to partenopei powinni podziękować arbitrowi - kluczowy gol na 2-1 padł z "jedenastki" podyktowanej za faul na Zunidze (bardzo dobry występ Kolumbijczyka). Faul był, ale przed polem karnym. Mazzarriemu ostatnio zaczynają powoli chyba przepalać się styki. Już na trybunach do przetarcia swoich okularów użył szalika Napoli, pożyczonego od zdezorientowanego kibica. A w pomeczowym studiu Sky okazało się, że szkoleniowiec ten.. przeoczył czwartego gola swojej drużyny i był przekonany, że mecz zakończył się rezultatem 3-1. Niewystarczająco mocno przetarł szkiełka?

Zaskakuje mnie Bari. Gra fajny futbol, równie dobry jak rok temu. Muszę uderzyć się w piersi, gdyż nie wierzyłem w taki scenariusz. Oczywiście, to dopiero początek rozgrywek, ale wiele wskazuje na to, że to może być znów przyjemny sezon dla drużyny Ventury. Kapitalnie w centrum boiska spisuje się Almiron. Piłkarza o takiej charakterystyce brakuje w linii środkowej Juventusu. Bari ostatni raz tak mocno rozpoczęło sezon 60 lat temu. Na forach internetowych trwa już pompowanie balonika pod nazwą "europejskie puchary". Na wyrost, to może być szkodliwe.

Gol kolejki. Tym razem 5 propozycji - zobaczcie poniższy filmik. Ja odpaliłbym strzały Giacomazziego i Krasića (bez rewelacji) i dodał TEGO gola. Numer 1 - zdecydowanie Cavani.

Gole kolejki



foto: corrieredellosport.it

czwartek, 23 września 2010

Dumny lot orła a wilczyca w kryzysie


Podsumowanie 4. kolejki Serie A zacznę od rzeczy przyjemnej. Mecz Lazio-Milan zapowiadałem jako hit i hitem się on okazał. Dobre tempo, niezłe przygotowanie fizyczne obu ekip, dobre ustawienie taktyczne (szczególnie rzymian), świetne popisy gwiazd (Hernanes ! Ibra!). Ostatnie 10 minut, już po golu Floccarego, to była obustronna chęć wygranej, bez kunktatorstwa, cios za cios. To naprawdę nie tak częsty obrazek na włoskich murawach, gdzie chłodna kalkulacja często bierze górę nad porywami serca. Do tego wszystkiego swoją cegiełkę dołożyli kibice, którzy stworzyli na Olimpico naprawdę fajną atmosferę. Brawo. Mecz kolejki!

Orła cień. Jak dotąd, orzeł, symbol Lazio, pojawiał się na Stadio Olimpico tylko w pieśniach fanów biancocelesti i ich sercach. Wczoraj, po raz pierwszy zaprezentowała się kibicom nowa, żywa maskotka. Samica o nieznanym jeszcze imieniu (wybiorą je kibice) zamieszkała ze swoim trenerem w ośrodku Formello i będzie wzbijać się w niebo ponad stadionem przed każdym domowym meczem Lazio. Rzymski klub podjął tę inicjatywę we współpracy z Benficą Lizbona, kultywującą tę tradycję od dłuższego czasu - oba kluby mają to dumne stworzenie w swoim herbie. Biało-błękitny orzeł ma 7 lat, waży 12 kilogramów, a jej rozpiętość skrzydeł przekracza 2,5 metra.

Zobacz jej lot

Super Frey. Wahałem się, czy bohaterem kolejki uznać Sergio Pellissiera, autora dwóch bramek w meczu Napoli-Chievo (1-3), czy postawić jednak na bramkarza Fiorentiny, Sebastiena Freya. Zdecydowałem się na tego drugiego. Już dawno żaden bramkarz nie zanotował tak olśniewającego występu w meczu ligowym. Frey dokonywał cudów, odbijał praktycznie wszystko, co leciało w kierunku jego bramki. Tylko postawie swojego golkipera Fiorentina zawdzięcza remis wywieziony z terenu Genoi (1-1). Viola prezentują się na razie fatalnie, biegają powoli i na ogół bez sensu. A przy takiej formie Francuza, Artur Boruc jeszcze długo nie powącha ligowej murawy. Wysokie noty także dla całej ekipy Palermo za efektowną wygraną w Turynie. Javier Pastore superstar.

Studio Sky. Cała ligowa środa była na antenie Sky mieszaniną nudy, lania wody i hipokryzji. Alessandro Costacurta, dobry obrońca, ale jako ekspert - dramat. Tyle banałów i oczywistości dawno nie wylało się na mnie z telewizora. Massimo Mauro - niezły piłkarz ligowy, ale jako ekspert - kiepsko. Frazesy, do tego cyniczny uśmieszek i drobne złośliwości. No i odwieczny hit, dziennikarz Mario Sconcerti, który nie wiedzieć czemu uzurpuje sobie prawo do pouczania i prowokowania wszystkich. Rafę Beniteza, którego kilka tygodni temu w tym samym studiu uważano za dyletanta niegodnego prowadzenia Interu, wczoraj całowano po stopach, wmawiając mu, że jego Inter gra kosmiczny futbol. Claudio Ranierego, do niedawna całowanego w programach Sky po stopach, Sconcerti i Mauro wręcz zmasakrowali złośliwymi pytaniami i prowokacjami. A to tylko dwa pierwsze przykłady z brzegu. We włoskim futbolu jest stanowczo za dużo złych emocji, a Sky, zamiast analizować i łączyć (jak nieźle robi to w Polsce Canal +) tylko jątrzy, kopie po kostkach przegranych i liże d..ę tym, którzy są akurat na fali. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Włoskie media sportowe to naprawdę p...ony poziom dna.

Sacco di Roma. Złość Ranierego nie wzięła się zresztą znikąd. Tak jak w 1527 roku wojska cesarza Karola V zdobyły i totalnie złupiły Rzym, tak wczoraj Romę złupił sędzia Romeo. Ciężko zrozumieć, jak można było nie zauważyć ewidentnego zagrania ręką Hetemaja we własnym polu karnym. Jeszcze trudniej pojąć, jak sędzia mógł, chyba po sugestii liniowego Ayroldiego, podyktować karnego dla Brescii za czysty wślizg Mexesa, wykonany metr przed linią własnej szesnastki. Te błędy wypaczyły wynik meczu. Złość Romy uzasadniona, ale sposób jej okazania raczej nie. Mexes wyleciał z boiska, a schodząc z niego chciał dokonać linczu na otaczającej go rzeczywistości, Perrotta przyłożył z pięści... drzwiom do sędziowskiej szatni (tak łatwiej, przecież drzwi nie oddadzą ciosu), a Gian Paolo Montali wdarł się do owej szatni jeszcze w przerwie meczu i wygrażał sędziowskiej trójcy. W obozie giallorossi nerwowo, jeśli w sobotę ogra ich Inter, to rany trzeba będzie leczyć dość długo. XVI-wieczne Sacco di Roma oznaczało koniec epoki Odrodzenia. Czy tym razem to Roma się odrodzi?

Płaczek Mazzarri
. Walter Mazzarri to, jak dla mnie, jeden z najbardziej irytujących trenerów w lidze. Ciężko mi przypomnieć sobie przegrany przez niego w "normalny" sposób mecz. Ten człowiek należy do kategorii płaczków, którzy zbyt często winą za swoje niepowodzenia obarczają arbitrów. Wczoraj w co drugim pomeczowym zdaniu trener Napoli przypominał o "ewidentnym zagraniu ręką" po którym padł drugi gol dla przyjezdnych. Zagranie wcale nie było ewidentne, prawdopodobnie w ogóle go nie było. A gadanie o tym w kółko to trochę żenada. Mazzarri tak samo zachowywał się pracując jeszcze w Reggio di Calabria czy Genui. Lata lecą a śpiewka się nie zmienia. Guidolin, Spalletti, Mazzarri, Novellino. To moja osobista "czołówka" trenerów-płaczków. Panowie, baczcie na przysłowie o belce we własnym oku!

Nieśmiałe powiewy młodości. Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Kilka też nie. Ale mając w pamięci włoskie podejście do wprowadzania do ligi młodych piłkarzy, cieszą mnie występy i postępy kilku nastolatków. Obrońca Lazio, Luis Cavanda, fajnie zadebiutował już w meczu z Sampdorią, a wczoraj znakomicie radził sobie w pojedynkach z Ronaldinho. Skrzydłowy Daniele Ragatzu (Cagliari) pierwsze kroki na boiskach Serie A stawiał już w dwóch poprzednich sezonach, ale w tym wyrasta na czołową postać swojego zespołu. Zwracam tez uwagę na środkowego pomocnika Sampdorii, Pedro Obianga, który sylwetką i stylem gry przypomina mi młodego Patricka Vieirę.

Gol kolejki.
Znów obyło się, niestety, bez wielkich bramek. Stawiam na Pellissiera - świetny wolej. Ale akcja Hernanesa też niczego sobie. A Wasz typ?

Pellissier (od: 0:45)
Bovo
Floccari



foto: lalaziosiamonoi.it

poniedziałek, 20 września 2010

Pierdoły Zampariniego i mdłe antipasto


Sytuacja w tabeli po trzeciej kolejce Serie A to dość spore zaskoczenie. To oczywiście dopiero początek sezonu, ale ciężko przejść do porządku dziennego nad postawą kilku drużyn. Zacząć warto od Romy. To giallorossi najbardziej zawiedli sympatyków calcio w europejskich pucharach. Porażkę 0-2 w Monachium można jeszcze znieść (w końcu Bayern to wicemistrz Europy), ale styl jaki zaprezentowała drużyna ze stolicy w Bawarii był żałosny. 90 minut spędzone w okopach na własnej połowie, piłka wybijana głównie na uwolnienie. Tragedia. Wściekł się na to wszystko Francesco Totti , mówiąc po meczu, że granie takiego catenaccio to skandal.

Dawno nie widziałem Claudio Ranierego tak zdenerwowanego, jak na sobotniej konferencji prasowej. Wydaje się, że coraz większy dystans dzieli kapitana Romy od swojego trenera. Intelektualnie bije on oczywiście Tottiego na głowę. Znając jednak rzymskie klimaty, sądzę, że fani giallorossi i media staną w tym sporze, jeśli jeszcze bardziej się on zaostrzy, po stronie piłkarza, biorąc wszystkie jego słowa za pewnik. Szansą dla Ranierego jest zgięcie karku przed Tottim i jego pomysłem na drużynę. Pytanie: czy do tego dojdzie? Albo szkoleniowiec zachowa swoją niezależność, albo Il capitano, z pomocą swoich zauszników na trybunach i w mediach zwolni go. Mocne słowa? Czas pokaże, czy mam rację.

Na razie giallorossi w zastanawiający sposób tracą seryjnie gole w drugich połowach spotkań (Inter, Cagliari, Bayern, Bologna). Nie wiem czy problemem jest kondycja, czy głowa, pewnie jedno i drugie, ale aktualna Roma jest bardzo dalekim krewnym samej siebie z poprzedniego sezonu. Wtedy też początek był zły, ale zmiana trenera tchnęła w ekipę nowego ducha.

Zawodzi też Fiorentina, choć po nijakim mercato i zamianie Prandellego na Mihajlovića spodziewałem się problemów (do tego doszły kontuzje). Lazio wygrało we Florencji w pełni zasłużenie, nastroje w biało-błękitnej części Rzymu są więc zgoła odmienne. Ekipa Edoardo Reji gra niezły futbol i na poważnie zgłasza pucharowe aspiracje. Siłą tej drużyny jest linia pomocy. Ledesma, Matuzalem, Mauri i Hernanes potrafią świetnie utrzymywać się przy piłce i kreować partnerom okazje bramkowe. W sobotę miałem momentami wrażenie, że do Florencji przyjechała jakaś drużyna z Hiszpanii. Może poza ostatnim kwadransem, gdy Lazio opadło z sił i dało się zamknąć na swojej połowie. W środę do Rzymu zawita Milan i już teraz mogę obiecać spore emocje i niezłe wrażenia estetyczne.

Dziwną drużyną jest Palermo, które świetnie tworzy grę ofensywną, ale w obronie kaleczy momentami jak beniaminek Lega Pro. Odejście Kjaera stworzyło wyrwę na przedpolu bramki Sirigu, a dużą naiwnością było sądzenie, że Glik i Munoz szybko ją załatają. Nadal zachwycam się grą Pastore i Hernandeza (wyróżniać zaczyna się też Josip Ilićić), ale dopóki Delio Rossi nie poskłada tyłów (w Lazio i Atalancie pokazał, że potrafi), to popisy Latynosów nie będą dawały drużynie punktów. Dobry zespół buduje się od obrony! Wie to każdy rozsądny trener. W polskiej ekstraklasie jednego szkoleniowca poniosła fantazja i w wywiadach zaprzeczał tej regule. Zapowiadał budowanie od ataku. Na razie przegrał pierwszych sześć spotkań ligowych.

Wracając do Palermo - Delio Rossiemu na pewno nie służy też czytanie pierdół, jakie opowiada w mediach Maurizio Zamparini. Naprawdę, mam czasami wrażenie, że dla takich dyletantów jak on, czy nasz Józef Wojciechowski powinno się stworzyć odrębną ligę. Zarówno futbolową jak i intelektualną. Chodzi mi o wypowiedzi prezydenta Palermo na temat rzekomych błędów szkoleniowca. O to, że skrytykował sędziów po porażce z Interem pretensji większych mieć nie można, bo gospodarzom faktycznie należał się chyba jeden rzut karny. Zamparini oczywiście musiał przy okazji "pojechać po bandzie" i porównać aktualny Inter do Juve z czasów Moggiego, zapowiadając, że szykuje się nam kolejne calciopoli.

Sprowadzanie wygranej nerazzurri do błędów arbitra Romeo to jednak upraszczanie sprawy. Podopieczni Rafy Beniteza stworzyli wspólnie z gospodarzami świetne widowisko (mecz kolejki). Wyszli z niego zwycięsko, bo byli skuteczniejsi. Milito wprawdzie pudłował na potęgę, ale znów formą strzelecką błysnął Samuel Eto'o (piłkarz kolejki). Benitez przesunął Kameruńczyka trochę bliżej bramki rywali i widać tego efekty. Piłkarz ten znów "poczuł krew", znów jest killerem pola karnego. Inter zagrał swój najlepszy mecz w sezonie, potwierdził, że jest drużyną zbilansowaną i odpowiedzialną.

Nie do końca można to jeszcze powiedzieć o Milanie. Nadal jestem bardzo ciekawy, jak Allegri poradzi sobie z tak dużym potencjałem w ofensywie, gdy ma ona za plecami tak statyczną pomoc. Moim zdaniem koniecznie jak najwięcej grać musi Kevin Prince Boateng, który swoją dynamiką, atakowaniem przestrzeni łączy poszczególne linie. Milan musi grać bardziej jako drużyna, przesuwać się formacjami. Na razie tego nie robi. Czy kiedyś zacznie? W pierwszej połowie meczu z Catanią broniło praktycznie tylko sześciu graczy z pola, czterech stało z przodu podpartych za boki i przyglądających się sytuacji. Taktyczny koszmar.

Poznańskie koszmary odpędził natomiast Juventus (drużyna kolejki). 4-0 w Udine to chyba jednak niespodzianka. Gole padały po świetnych akcjach, były bardzo efektowne. Stara Dama zdominowała rywala, rozbiła go szybkością akcji i ruchami oskrzydlającymi. Świetnie grał Milos Krasić, który coraz mocniej punktuje u fanów bianconeri. Cieszy mnie to bardzo. Serie A potrzebuje nowych gwiazd!

Cesena i Brescia to jak na razie beniaminkowie niepokorni, mocno rozpychający się łokciami. Lecce już od początku ustawia się w pozycji pokornego baranka, znającego swoje miejsce w szeregu. Koniki Morskie z Ceseny miały grać w tym sezonie piłkę bardzo otwartą, ale jak na razie hołdują raczej myśli poprzedniego szkoleniowca, Pierpaolo Bisolego. Twarda, konsekwentna obrona, szybkie kontry. Giaccherini, Schellotto, Nagatomo to nowe, ciekawe nazwiska w Serie A. Diamantiego czy Caracciolo z Brescii znaliśmy lepiej. Co nie znaczy, że nie zaskakują pozytywnie.

Lunchtime game, czyli niedzielne spotkanie rozgrywane o 12:30, tym razem było dość niestrawne. 0-0 pomiędzy Bari i Cagliari to było doprawdy mdłe antipasto i obawiam się, że dopóki tak mocno będzie o tej porze dnia przygrzewać słoneczko, to często będziemy świadkami takich spalonych kotletów. Włosi lubią w tych godzinach odpoczywać.

I na koniec trzy propozycje na gola kolejki. Ciężki wybór. Stawiam na gola Marchisio.

Capuano
Quagliarella + Marchisio



foto: corrieredellosport.it

piątek, 17 września 2010

Niesamowity remis Lecha w Turynie


Niech to zdjęcie będzie najlepszym podsumowaniem tego meczu. Jestem po prostu dumny. Nigdy nie śmiałem nawet marzyć, że doczekam takiej chwili. Futbol to naprawdę piękna sprawa.


foto: gazeta.pl

poniedziałek, 13 września 2010

Klęski faworytów, wysoki lot maluczkich. 2. kolejka Serie A

Zapraszam na podsumowanie drugiej serii spotkań Serie A, tym razem w konwencji topów i flopów. Miłej lektury.

Oczarowanie kolejki. Duża liczba strzelonych bramek (38 w 10 meczach), duża liczba bardzo ciekawych, otwartych spotkań. Przez cały weekend miałem wrażenie, że oglądam nie Serie A, ale, nie przymierzając, radosną i beztroską piłkę rodem z Ameryki Południowej. Oczywiście, troszkę koloryzuję, ale jestem bardzo zadowolony z tak obfitych strzeleckich łowów. Oby tak było częściej. Jak widać, piłkarzy grających we włoskich drużynach na takie fajerwerki stać.

Rozczarowanie kolejki. Bez dwóch zdań, postawa głównych, przynajmniej na papierze, rywali Interu. Roma skompromitowała się w Cagliari, mało brakło by giallorossi powtórzyli niechlubny wynik z Manchesteru. Milan ośmieszył się jeszcze bardziej. Sądził, że wygra w Cesenie na stojąco. Takie podejście nie ma nic wspólnego ze sportem, ten mecz to po prostu hańba i niczego nie zmieni pomeczowe psioczenie na pracę arbitra ze strony premiera Berlusconiego ("Trafiamy na sędziów z lewicy"). Generalnie nie była to kolejka faworytów, poległy też przecież Genoa, Palermo i Fiorentina. A liderem Chievo!

Drużyna kolejki. Analogicznie - Cagliari i Cesena zasłużyły na najwięcej braw. Tym pierwszym już przed sezonem przypięto ławkę drużyny defensywnej. Sugerowano się chyba dotychczasową pracą trenera Pierpaolo Bisolego. Tymczasem sardyńczycy pokazali, że konstruują fajne akcje i że gdy złapią rywala za gardło, to chcą go dobić. Cesena zagrała tak jak na Olimpico z Romą - bardzo konsekwentnie w obronie i bardzo szybko, odważnie, gdy wychodziła do kontr. Ten styl znamy jeszcze z poprzedniego sezonu, gdy prowadził ich właśnie Bisoli.

Piłkarz kolejki. Z kilku pretendentów, stawiam na tego najmniej znanego. Emanuele Giaccherini do Serie A trafić miał już rok temu. Znalazł się tu dopiero teraz, razem z Ceseną. Zagrał świetny mecz na Stadio Olimpico. Na jeszcze wyższy poziom wspiął się w starciu z Milanem. Szybkość, drybling, nieprzewidywalność. Okazał się prawdziwym utrapieniem powolnej obrony rossoneri (Sokratis in primis) i symbolem upokorzenia zbyt dumnej drużyny Allegriego. Szkoda, że do najwyższej klasy rozgrywkowej trafił dopiero w wieku 25 lat. Kolejny kamyczek do ogródka włoskich trenerów, działaczy i ich podejścia pod hasłem: "młody jest, ma czas". Skąd to znamy?

Antybohater kolejki. A nawet dwóch. Nicolas Burdisso dosłownie rozerwał we własnym polu karnym kolano Daniele Contiego. Pomocnikowi gospodarzy założono aż 30 szwów, a pierwszą reakcją Argentyńczyka po swoim zagraniu była próba zaatakowania zwijającego się z bólu rywala z powodu rzekomej symulacji. Nieprawdopodobne wręcz boiskowe prostactwo! Mam nadzieję, że władze ligi dadzą obrońcy Romy dłuższy czas na przemyślenie swojego stylu gry. Druga wyjątkowa niezguła w tej serii spotkań to defensor Parmy, Massimo Paci, który sprokurował aż dwa rzuty karne przeciwko swojej drużynie i walnie przyczynił się do jej porażki 1-2 w Catanii.

Gol kolejki. Szału nie było. Jak zwykle trzy propozycje. Mój faworyt: bez dwóch zdań - Tommaso Rocchi z Lazio.

Rocchi
Marcolini
Pastore

Polak kolejki. Z braku innych kandydatów, wyróżniam pół-Polaka Roberta Aquafrescę, który strzelił ładnego gola Romie. Sytuacja Kamila Glika i Artura Boruca jest, delikatnie mówiąc, średnia. O ile tego pierwszego pocieszać mogą błędy Argentyńczyka Munoza, o tyle Boruc szanse na wygryzienie Freya ma niewielkie. Zostaje Puchar Włoch. A potem transfer w zimie?

Strajk kolejki. Strajku w ten weekend nie zanotowano, ale grozi nim w 5. kolejce Stowarzyszenie Pilkarzy Włoskich (AIC). O co poszło? Polecam artykuł Rafała Steca, ciężko dodać tu coś więcej. Można jedynie godzinami rozważać, czy zarabiający tak wielkie sumy sportowcy mają moralne prawo strajkować. Z drugiej strony zapytać warto, czym kierują się działacze podpisując z nimi tak lukratywne kontrakty i nie biorąc pod uwagę wszelkich możliwych dróg rozwinięcia się kariery piłkarza w danym klubie. Podejrzewam zresztą, że do strajku nie dojdzie. Sygnały przejaśnienia horyzontu mieliśmy już dziś, po spotkaniu przedstawicieli AIC i Lega Calcio.

Wywiad kolejki. "Tak dawno Was już nie słyszałem, ale bardzo Was kocham". To miał być zwykły pomeczowy wywiad z najlepszym piłkarzem na murawie. Przerodził się tymczasem w coś głębszego. Bramkarz Brescii, Matteo Sereni, pozdrowił za pośrednictwem telewizji dwójkę swoich dzieci. Jak sam mówi, jego ex-żona (nota bene, równocześnie jego ex-menedżer) utrudnia mu kontakt z pociechami. Trudna historia i trudny temat, ale dzięki tej wypowiedzi piłkarza od wczoraj trwa w Italii dyskusja na temat praw rodzicielskich ojców. Społeczna funkcja futbolu?


foto: interia.pl